Champex Lac - Col de la Forclaz
23.07.2025 r.
23.07.2025 r. środa
TMB dzień 9: Champex-Lac 1466m - Alp Bovine 1987m - Collet Portalo 2040m - Col de la Forclaz 1526m
DYSTANS: 14,50km
CZAS: 5h50min
WZNIOS: 842m
Noc pod gwiazdami jest wyjątkowo chłodna. Ubranie na cebulkę i ciepły termofor w śpiworze ratują sytuację. Poranek wita nas słońcem, ale na jego promienie musimy jeszcze chwilę poczekać, bo namiot okryty jest cieniem.
Idziemy do pobliskiej boulangerie. Kupujemy bagietkę z serem i bagietkę z szynką, do tego jogurty oraz kawę i herbatę. W części kawiarnianej zajmujemy stolik. Miły poranek.
Wracamy na camping. Składanie obozowiska to akurat najmniej przyjemna czynność. Na szczęście namiot jest suchy, a to już połowa sukcesu.
Nie spieszy nam się z wyjściem. Mamy WiFi, chwilowy kontakt za światem, dostęp do prognozy pogody, fb i korespondencji.
Czas jednak ruszać na kolejny etap TMB. Niestety nie jest to etap z wariantem przez Fenetre d'Arpette (2665m), najwyższą przełęcz na trasie TMB. Prognoza jest niekorzystna i wróży zmianę pogody. W ciągu dnia mają pojawić się chmury, wiatr i deszcz. Niedobre to wieści. Ale dzięki nim decyzja jest jasna - idziemy trasą standardową.

Wybiła g.11, słońce miło grzeje, na plecach czujemy znajomy ciężar. Szlak zaczyna się krótkim, asfaltowym odcinkiem. Mijamy kilka domów i docieramy do rozwidlenia szlaków na Col de Champex (1497m).

Teraz idziemy już leśną, wygodną, szutrową drogą. Wokół pięknie pachnie, ptaki śpiewają, na szlaku jesteśmy tylko my. Przez pierwsze 6km szlak prowadzi delikatnie w dół lub dla odmiany zupełnie po płaskim. Las daje przyjemny cień.
W południe docieramy na Plan de l'Au 1330m. Jest tu rozłożysta łąka, na której stoi drewniany krzyż i rośnie wierzbówka kiprzyca. Rozciaga się stąd panorama sięgająca miasta Martigny. Z tej perspektywy góry zaczynają maleć, a teren wypłaszczać. Tuż obok stoi Buvette du Plan de l'Au, w którym można się posilić. Idziemy jednak dalej, nie jesteśmy jeszcze głodni.


Docieramy do momentu, gdy szlak zaczyna wspinać się ostro pod górę. Ścieżka zamienia się w kamienny labirynt, a nad głowami wyrastają strzeliste dwutysięczne turnie. Po drodze karmimy się dojrzałymi i słodkimi jagodami, niskokalorycznymi superowocami, po których zostają nam fioletowe uśmiechy.

Przekraczamy jeden z potoków, który spływa do rzeki Durnand de la Jure i wchodzimy na teren Parc Naturel Régional de la Vellée du Trient. Przy drugim potoku witamy się ze śniegiem. Białe łachy tworzą nad korytem system tuneli. Wygląda to ciekawie, jednak przechodząc pod jednym ze śnieżnych daszków poczułam tąpnięcie. Przyspieszyło mi bicie serca i tempo przejścia przez potok. Uff, nic się nie zawaliło.

Na odcinku kolejnych 4km musimy pokonać ponad 800m wzniosu. Słońce mocno przygrzewa, a zacienione fragmenty szlaku dają chwilowe ukojenie. Kilka razy przystajemy, żeby odciążyć plecy i uspokoić oddech. W końcu docieramy do Alpage de Bovine (1987m), rodzinnego, wielopokoleniowego gospodarstwa zajmującego się hodowlą krów i bufetem dla turystów.

Wchodzimy do środka i czujemy się jak w starym, XIX w. domu. Wnętrze to duża kuchnia, w której toczy się intensywne życie. Młode dziewczyny wyrabiają ciasta i zajmują się ich wypiekiem. W powietrzu unoszą się domowe zapachy. Starsza pani zarządza sprawnie pracą zarówno w środku, jak i na zewnątrz. W ogródku pielęgnacją kwiatów zajmują się chłopcy. Wszystko działa tu perfekcyjnie, jak w szwajcarskim zegarku. Zamawiamy cytrynowe ciasto i napoje. Siedzimy na zewnątrz mając przed sobą piękny, panoramiczny widok. Jesteśmy wpatrzeni zarówno w dal, jak i na to co dzieje się wokół nas.

O g.15 bufet się zamyka, a gospodarze przechodzą do innych obowiązków. Zamykamy za sobą furtkę i żegnamy się z Alpage de Bovine. Na Col de la Forclaz mamy z tego miejsca 1h10min.
Przed nami jeszcze chwila podejścia, by na Cole de la Portalo (2049m) osiągnąć maksymalną dzisiaj wysokość.


Od teraz mamy tylko z górki. Gubimy wysokość idąc leśną ścieżką. Na chwilę wychodzimy na wypłaszczenie będące pastwiskiem ze stadem czarnych krów i ponownie wchodzimy do lasu. Zrywa się wiatr, a z pochmurnego nieba zaczyna kropić deszcz. Z między drzew wyłania się widok na miasto Martigny i droga, którą pokonaliśmy tak niedawno wspinając się autem na przełęcz Forclaz.

O g.16:40 docieramy na przełęcz Col de la Forclaz (1526m) i witamy znajome miejsce. Zaledwie kilka dni temu byliśmy tu przejazdem, wkraczając w królestwo Mont Blanc. Wtedy było to nasze pierwsze spotkanie ze szlakiem TMB. Miłe to wspomnienie, bo uświadamia nam, że jakąś pętlę już wykonaliśmy. Na razie szlak pieszy spotkał się z samochodowym, ale zawsze coś.

Wchodzimy do znajomego już sklepiku z pamiątkami i kupujemy koszulki TMB. Różową i zieloną. Kupujemy je na specjalną okazję, czyli dzień w którym staniemy na mecie w Les Houches. Przybijamy pieczątkę w paszporcie TMB i z nadzieją zmierzamy do hotelu. Deszcz rozpadał się na dobre, wieje i jest po prostu nieprzyjemnie. Przed nami 2km do campingu w La Peuty tuż obok Trientu LUB szczęście i możliwość noclegu w hoteliku na przełęczy Forclaz. W napięciu idziemy do recepcji z zapytaniem o wolne dwa miejsca. Miła pani przez chwilę staje się aniołem. Oferuje nam dwa łóżka w dormitorium, czyli wieloosobowej sali. Co by to nie było, bierzemy. I tak w kilka chwil meldujemy się na poddaszu i zapoznajemy z organizacją bardziej schroniska niż hotelu. Jest sucho i ciepło, a na łóżkach leży różowa, pachnąca pościel. Mamy ogromne szczęście!

Idziemy jeszcze do baru i zamawiamy kolację. Dzisiaj w ofercie makaron z gorgonzolą i matchą oraz hamburger, podobno jeden z lepszych.

A skoro brzuchy są już pełne, czas na gorącą kąpiel i relaks w wygodnych fotelach. Czujemy, że szczęście nam sprzyja.
