Courmayeur - Ref. Elena
20.07.2025 r.
20.07.2025 r. niedziela
TMB dzień 6: Courmayeur 1224m - Rifugio Bertone 1989m - Rifugio Bonatti 2025m - Chalet Val Ferret 1784m - Rifugio Elena 2062m
DYSTANS: 22km
CZAS: 9h
WZNIOS: 1589m
Nasz pobyt w suchym i ciepłym hotelu właśnie dobiega końca. Wstajemy, jemy śniadanie i pakujemy tobołki. O g.10 stoimy przed hotelem gotowi do drogi. Pogoda jest pochmurna z szansą na przejaśnienia. Prognozy ostrzegają jednak przed popołudniowymi burzami i deszczem. Warto się pospieszyć.

Szlak początkowo prowadzi ładnymi uliczkami Courmayeur. Mijamy piękne domki z uroczymi ogródkami. W końcu zostawiamy za sobą miejskie klimaty i wchodzimy na leśny odcinek. Mijamy kaskadowy wodospad i rozstaj szlaków. Zaczynamy mozolnie wspinać się dość stromą ścieżką. Po godzinie wychodzimy z lasu, a przed nami roztacza się widok na Courmayeur i Dolinę Aosty.

Podejście do Rifugio Bertone (1989m) zajmuje nam kolejne pół godziny. W wysokiej wilgotności powietrza tracimy ogromne ilości wody. W schronisku uzupełniamy płyny i po 45min odpoczynku ruszamy dalej.

Przed nami 7,5km przyjemna ścieżka wzdłuż doliny Val Ferret, która jest kontynuacją doliny Val Veny. Widzimy więc na ostatnim planie przełęcz Col de la Seigne (2516m), granicę francusko-włoską, którą przekraczaliśmy 3 dni temu. Odległość jaką pokonaliśmy od tamtej pory robi na nas wrażenie.

Chmury teatralnie tańczą po wierzchołkach masywu Monte Bianco. Otulają szczyty, przytulają się do grani. Czasem odsłaniają lodowce, których mijamy po drodze co najmniej trzy: Frébouge, Triolet i Pré de Bard.

Ścieżka wije się przyjemnie przez lasy, łąki i pastwiska. Mijamy krowy, owce i gwiżdżące świstaki.

Dość sporo jest opuszczonych gospodarstw. Ruiny zabudowań są świadectwem upływającego czasu i rozwoju tego regionu.
Z chmur zaczyna kropić deszcz. Wyjmuję pelerynę, ale zaraz ją zdejmuję, bo deszcz przestaje padać. Pogoda jest bardzo dynamiczna.
O g.15 dochodzimy do Rifugio Bonatti (2025m), pięknego, drewnianego schroniska o wyjątkowym klimacie. Nazwano je na cześć wybitnego alpinisty i autora książek o tematyce górskiej - Waltera Bonatti'ego. Obiekt zbudowano na przeciwko przepięknej grani Grandes Jorasses w głównym grzbiecie Monte Bianco, którego najwyższym wierzchołkiem jest Pointe Walker (4208m).


Po godzinnym odpoczynku idziemy dalej. Mijamy kolejne pastwiska i łąki, kilka potoków i kamiennych ruin.

Ścieżka gubi teraz wysokość, by zejść ostatecznie na poziom potoku Dora di Ferret w dolinie Val Ferret. Tuż przed g.18 mijamy Chalet Val Ferret (1784m) i zaczynamy podchodzenie do Rifugio Elena, w którym mamy rezerwację na dzisiejszą noc.

Schronisko Elena schowane jest na końcu doliny za zielonym wzgórzem. Widzimy tylko jego antenę. Ta lokalizacja nie jest przypadkowa. Poprzednie schronisko zostało zniszczone przez lawinę w roku 1950. Ten pagórek chroni je przed podobną tragedią. Wokół budynku górują potężne skalne ściany.

O g.19 jesteśmy na miejscu. Schronisko wyłania się zza pagórka dosłownie w ostatniej chwili. Z pięknego, widokowego tarasu wita nas Mont Dolent (3820m) i jego dwa lodowce spływające w stronę doliny Val Ferret. Jego wierzchołek stanowi trójstyk Francji, Włoch i Szwajcarii.

Widok na Mont Dolent mamy również z okna pokoju. Niestety ciężkie, ołowiane chmury kurczowo trzymają się okolicznych grani. W czasie kolacji zaczyna intensywnie padać, łącznie z gradem, a za chwilę błyskać i grzmieć. Cieszymy się z ciepłego i suchego miejsca w schronisku. Burza na wysokości ponad 2000m to wyjątkowe doznanie. Liczymy że przez noc wypadają się te wszystkie ciężkie chmury, a rano przywita nas słońce. Z myślą tą kładziemy się spać. Tym razem to Mont Dolent mówi nam "buona notte", czyli dobranoc.

