Ref. de la Balme - Les Chapieux
16.07.2025 r.
16.07.2025 r. środa
TMB dzień 3: Refuge de la Balme 1706m - Col du Bonhomme 2329m - Refuge de la Croix du Bonhomme 2483m - Les Chapieux 1554m
DYSTANS: 15km
CZAS: 7h45min
WZNIOS: 851m
Ciszy nocnej nie zakłócają ani dzwonki ani chrapacze. Słychać tylko wiatr, który gania po graniach, gwiżdże między turniami i szumi poruszając trawami. Słońce wschodzi schowane za grzbietem, poranek jest więc rześki. Przyjemnie jest poleżeć w ciepłym śpiworku. Wstajemy o g.7:30, chyba po raz pierwszy tak wcześnie.

Zwijanie obozowiska trwa dłuższą chwilę. W międzyczasie słońce przechodzi przez grań i otula nas porannymi promieniami. Och, jak przyjemnie...
Spakowani ruszamy do schroniska La Balme. Jest otwarte i serwuje śniadania. Niestety omlet z warzywami, na który tak miałam ochotę, można zamówić dopiero od g.12. Co zatem bierzemy? Set śniadaniowy, którym jesteśmy rozczarowani. Ilość kalorii jest tak mizerna i nieadekwatna do zużycia energii na szlaku, że jesteśmy podłamani taką dietą. Co dostajemy? Kawałek chleba, plasterek sera, maleńkie masełko i dżem. Do tego sok jabłkowy i kawę/herbatę. Francuzi jednak mają inne upodobania śniadaniowe.

O g.9:30 ruszamy ostro pod górę. Odcinek jest wymagający, wyciska z nas siódme poty. Idziemy wraz z licznym gronem turystów. To dość popularny szlak. Są wędrowcy, trekkerzy TMB, biegacze i rowerzyści. Międzynarodowe towarzystwo z całego świata.
Widoki są obłędne, ale mają jeden defekt. Całą naszą trasę towarzyszy nam linia wysokiego napięcia. Olbrzymie stalowe nogi rozstawione są na pięknych zboczach, a linie przesyłowe ciągną się w nieskończoność.

Na wysokości ponad 2000m znajdujemy wreszcie zasięg. Schodzimy na chwilę ze szlaku i łapiemy kontakt ze światem. Mogę odpisać na wszystkie urodzinowe życzenia, za które raz jeszcze serdecznie dziękuję.

Brak zasięgu to jedna z bardziej kłopotliwych kwestii na szlaku. Druga to brak możliwości ładowania baterii. Francuskie schroniska nie udostępniają kontaktów nawet za opłatą. Na szczęście ratuje nas powerbank ładowany korbką. Trochę śmiesznie wygląda ładowanie, ale za to jest ekologiczne.
Na Col du Bonhomme (2329m) docieramy około południa po 3,5h intensywnego podejścia.

Szlak jest piękny, odsłania nam niesamowite widoki. Robimy masę zdjęć, a baterie w telefonach wołają o doładowanie. Na przełęczy spędzamy kwadrans. Chwilę odpoczywamy i wchodzimy na odcinek bardziej eksponowany i kamienisty. Gdzie okiem nie sięgnąć, otacza nas malownicza panorama.

Wyjątkowo piękny jest górujący nad nami Rocher du Bonhomme (2599m) o wyglądzie ostańca z amerykańskiej Doliny Monumentów. Brakuje tylko Indian.

Wąską skalną półeczką wędrujemy w kierunku schroniska. O g.13:30 docieramy do rozstaju dróg.

W tym miejscu możemy obrać wariant TMB przez Col des Fours lub iść szlakiem standardowym. Wybieramy drugie rozwiązanie. Po chwili docieramy do Refuge de la Croix du Bonhomme (2483m).

W schronisku jest dość tłoczno, ale udaje nam się zamówić zupę z zielonego groszku i kawałek pizzy. Po skromnym śniadaniu żołądek mamy zawiązany na supełek. Ciepłe dania ratują nas z głodowej opresji. W schronisku spędzamy 1,5h. Widok stąd jest imponujący. Dominuje Mont Pourri (3779m) i góry Terentaise.

Jest jednak dość chłodno i wieje przenikliwy wiatr. Schodzimy licząc, że za chwilę poczujemy ciepło. Po pół godzinie jesteśmy już rozgrzani, a szlak jest tak piękny, że z wrażenia zapominamy o nogach, które zwykle najbardziej nas bolą przy zejściu.

O g.16:30 docieramy do Chalets de la Raja (1796m), skąd mamy 45min do campingu w Les Chapieux. Kilka minut po g.17 docieramy na miejsce i rozkładamy nasz przytulny namiocik. Kąpiel w zimnej wodzie Torrent des Glaciers jest zarazem odświeżająca i orzeźwiająca. Dzisiejsze słońce mocno nas spiekło, a chłodna woda działa jak kompres.

Powoli pole biwakowe zapełnia się schodzącymi z gór wędrowcami. Nagle wśród namiotów pojawia się stado owiec, które jest chyba lokalną atrakcją. Cztery psy pilnujące dają popis swoich umiejętności zaganiania. Wygląda to imponująco.

Na kolację idziemy do Le Relais Montagnard, knajpki zlokalizowanej tuż obok campingu. Zamawiamy po 1,5 pizzy na głowę! Jest tego warta. Dodatkowo korzystamy z kontaktu ładując powerbanki i kupujemy godzinny dostęp do internetu (3€/h). Miejsce polecamy. Prowadzą je fantastyczni ludzie. Objedzeni i szczęśliwi kończymy dzień przeglądając zdjęcia. Jak zwykle mamy dylemat w wyborze tych najciekawszych. To najtrudniejsza praca każdego wieczora.
