Tréléchamp - Planpraz

25.07.2025 r.

 

25.07.2025 r. piątek

TMB dzień 11: Tré-le-Champ 1417m - Tête aux Vents 2132m - La Flégère 1875m - Planpraz 2070m

DYSTANS: 14,14km

CZAS: 5h35min

WZNIOS: 1239m

 

Z głębokiego snu budzi mnie Marek. Koniecznie muszę zobaczyć widok, jaki mamy za oknem. Wstaję i przecieram oczy. Z balkonu na drugim piętrze widzimy nie tylko część masywu Mont Blanc, ale i samego "króla" w lodowym pancerzu.

 

 

Przy okazji oddycham z ulgą. Na razie nie pada. Poranek jest słoneczny, trochę rześki, przyjemny. Idealny na kolejny, przedostatni już etap TMB.

Robimy szybkie zakupy śniadaniowe w pobliskim Spar i pakujemy plecaki. Po raz pierwszy na TMB bierzemy rzeczy tylko na jednodniową wycieczkę. Co za różnica! Z takim obciążeniem, a właściwie jego brakiem powinniśmy dzisiaj przebiec, albo nawet przefrunąć.

Dokładnie o g.10:28 ruszamy pociągiem z Chamonix do Montroc Le Planet.

 

 

Ze stacji mamy zaledwie kilka kroków do Tréléchamps, miejsca, w którym zakończyliśmy wczorajszy etap. Na szlak ruszamy tuż po g.11. Wchodzimy na teren rezerwatu Aiguilles Rouges i znowu z nadzieją wypatrujemy kozic i koziorożców.

Zwierząt nie spotykamy, za to na skalnych ścianach jest bardzo dużo wspinaczy. Mijamy, oglądamy i podziwiamy. Te ściany mają idealne warunki do wspinaczki!

Szlak pnie się w górę, a my czujemy lekkość i wiatr w plecy.

Około południa docieramy do Aiguillette d'Argentière (1893m), skalnej iglicy bardzo popularnej wśród wspinaczy (drogi od C+ w górę). Jej piękny kształt nas urzeka, a sylwetka stojącego na szczycie wspinacza, czekającego na partnera, jest wspaniałym uzupełnieniem tej zjawiskowej skały.

 

 

Od tego momentu nasza ścieżka nabiera bardziej technicznego charakteru. Na odcinku ok. pół kilometra szlak jest zabezpieczony: drabinkami, poręczami, klamrami, metalowymi stopniami, łańcuchami, podestami, mostkami i drewnianymi schodkami. Cały wachlarz fantastycznych wspomagaczy. Momentami zastanawiamy się, jak byśmy przeszli tę część TMB mając na plecach ciężkie plecaki.

 

 

 

Około g.13 meldujemy się na Tête aux Vents (2132m) najwyższym punkcie dzisiejszego etapu. Chowamy się za kopczykiem i zajadamy czekoladą. Bacznie obserwują nas kołujące nad nami ptaki. 

 

 

W tym miejscu zastanawiamy się nad wariantem. Bardzo chcieliśmy zobaczyć jezioro Lac Blanc i panoramę, którą widać z nad jego brzegu. Niestety chmur jest coraz więcej, a po ciemnoszarym kolorze przypuszczać można, że nasączone są hektolitrami wody. W dodatku wiszą na niskim pułapie, ok. 2000-2500m mocno ograniczając widoczność. Uzgadniamy że nie ma sensu iść na 2352m do Refuge du Lac Blanc, wydłużać dystans i wchodzić w gęstą i mokrą chmurę. Decydujemy o pozostaniu na standardowym szlaku. Niestety nie ratuje nas to przed deszczem. Mijamy Chalet des Chéserys (1998m) jeszcze suchą nogą, gdy o g.14:30 zaczyna intensywnie padać. Ubieramy się odpowiednio do aury, a peleryna i kurtka towarzyszą nam aż do Chamonix. Niestety.

 

 

Pogoda zupełnie psuje nam widoki. Idziemy tzw. Grand Balcon du Sud, koronnym szlakiem Chamonix i jednym z najpiękniejszych w Alpach. Wierzymy na słowo, że każda kolejna mijana po wschodniej stronie doliny góra jest piękniejsza od poprzedniej. Mimo tych chmur zasłaniających szczyty widzimy doliny i lodowce: Glacier  d'Argentière, Mer de Glace (Lodowe Morze), najdłuższy lodowiec we Francji, dalej Glacier des Bossons (zwisający długim jęzorem prawie do Chamonix) i Glacier de Taconnaz.

 

 

Idziemy szybko, prawie biegniemy. 

 

 

Tuż przed g.15 wpadamy jak po ogień do Refuge de la Flégère (1877m). Podbijamy pieczątką paszporty TMB i lecimy dalej.

 

 

 

 

Do Planpraz szlakowskaz pokazuje 2h. Musimy być tam szybciej. Biegniemy zatem po mokrych kamieniach, a wibramowe podeszwy dzielnie kleją się do skały. W połowie drogi mijamy rozległą halę La Charlanon 1812m n.p.m. i mkniemy dalej.

 

 

Jesteśmy zmoczeni jak kury, gdy kończymy dzisiejszy etap. Docieramy do Planpraz (1999m) w idealnym czasie od Refuge de la Flégère. Z 2 godzin skróciliśmy czas do 1h30min i tym samym jesteśmy tu pół godziny przez zamknięciem kolejki gondolowej zjeżdżającej do Chamonix. To nasz plan awaryjny na wypadek niepogody.

 

 

 

Zjeżdżamy na dół i jeszcze przed g.17 meldujemy się w naszym przytulnym mieszkanku. Robimy pranie, zakupy i idziemy na zasłużoną kolację. W tym czasie chmury znikają, a Mont Blanc okrywa się ciepłymi promieniami zachodzącego słońca. 

 

 

Jutrzejszy, ostatni etap ma zaledwie 12km. To ostatnie kilometry, które dzielą nas od mety. 

 

INFORMACJE PRAWNE

 

Wszystkie materiały na tym blogu są  własnością autorów i nie mogą być wykorzystywane bez ich zgody. 
Kopiowanie, powielanie i wykorzystywanie treści oraz zdjęć bez zgody autorów jest prawnie zabronione.

Created by: cdx.pl