PD Alan - PS Skorpovac

06.06.2026 r.

 

06.06.2026 sobota

Premužićeva staza dzień 2: Planinarski dom Alan 1340m - Planinarsko sklonište Scorpovac 958m - Planinarski dom Alan 1340m

Dystans: 40,82km

Czas: 10h38min

Wznios: 812m

 

Przy schronisku Alan parkujemy o g.10:30. Jest pusto i cicho, czyli dokładnie tak, jak lubimy. Witamy się z gospodarzem, który dba o czystość wokół budynku. Chwilę spędzamy na przybijaniu turystycznych pieczątek w naszym wędrownym zeszycie, zostawiamy krótką dedykację w schroniskowej księdze gości i jesteśmy gotowi do marszu.

 

 

 

Ruszamy na szlak o g. 10:50. Przed nami jest 6h drogi, a celem schronisko Scorpovac. Niebo przysłonięte jest chmurami, ale jest nadzieja, że wyjdzie słońce. Padać nie powinno.

Po 10 minutach dochodzimy do Prijevoj Kosica. Znajduje się tu pomnik wzniesiony na pamiątkę poległych partyzantów i bojowników z czasów II wojny światowej. Szlak skręca w prawo, tuż obok monumentu i wchodzi w bukowy las.

 

 

 

Po 5 minutach dochodzimy do pierwszej tablicy. To znana już nam informacja o Szlaku Premužićeva. Uśmiechnięty inż. Ante wysyła do nas ze zdjęcia pozytywną energię.

Las, przez który przechodzimy ma jesienne kolory. Przeważają brązy zeszłorocznych liści, szara kora na pniach drzew i szary odcień wapiennej skały. Najmniej w tym zestawieniu jest jeszcze zieleni, ale to kwestia czasu.

Wychodzimy z lasu i zauważamy kamienne murki o nieregularnych kształtach, a za chwilę tablicę wyjaśniającą do czego służyły. To pastwiska, na których kiedyś pasterze wypasali owce i bydło, a murkami grodzili tereny. Teraz są to łąki, a poukładane kamienie stanowią pozostałość po rolniczej działalności człowieka.

 

 

Po 20 minutach od schroniska dochodzimy do rozstaju szlaków i punktu widokowego na skalistej przełęczy z widokiem na Morze Adriatyckie, wyspy Pag, Rab i jeszcze kilka innych, których ciemniejsze plamy rozłożone są na morskiej tafli. Stoimy i patrzymy. Napełniamy płuca świeżym powietrzem pachnącym kwiatami, których wielobarwny dywan mamy pod stopami.

 

 

 

Teraz ścieżka trawersuje zbocza usłane łąkami. Jesteśmy wręcz odurzeni widokiem, jaki nam towarzyszy. Połączenie gór i wody jest najpiękniejszym krajobrazem. Dodajmy do tego jeszcze wiosenny ogród pełen kwitnących kwiatów, a uzyskamy raj, który chcielibyśmy, by trwał wiecznie. Wróćmy jednak na ziemię. Nasze neonowe koszulki sprawiają nam duży problem. Fruwające zapylacze co chwilę na nas lądują, krążą nad głowami i bzyczą upierdliwie. Wielokrotnie skaczę i piszczę jak poparzona, bo jakiś większy owad uznaje mnie za kwiatka 😉.

Dochodzimy teraz do miejsca, gdzie ze skał uformowały się różne ciekawe kształty. Z tablicy czytamy, że ich pochodzenie nie zostało dokładnie zbadane, ale przyjmuje się, że powstały na skutek erozji i wietrzenia.

 

 

Wchodzimy w las i idziemy brązową od liści ścieżką. Runo zdobią fioletowe kwiaty dąbrówki i białe dzwoneczki konwalii. Na granicy drzewostanu zwracamy uwagę na suche kikuty drzew. Trudne warunki, jakie funduje im zima i silne wiatry powodują niestety, że nie wszystkie znajdują siłę na przetrwanie.

Przed nami odkrywa się kolejna kwietna łąka z pracującymi intensywnie owadami. Czujemy się trochę jak w ulu, tyle tu zapracowanych zapylaczy. Fotografuję kolejne kwiaty do albumu. Zauważam tym razem kosaćca trawolistnego. Kwiat ten w Polsce nie występuje już w naturalnych warunkach, a tu dumnie pręży się do słońca. Wokół nas fruwa chrząszcz kruszczyca złotawka, który zwraca uwagę metalicznym kolorem. Siada na kwiatach żywiąc się pyłkiem i słodkimi sokami.

 

 

 

Około południa przekraczamy granicę Parku Narodowego Północnego Velebitu. Zdemontowana tablica leży oparta o skałę. Ciekawi nas, czy dalsza część szlaku będzie równie barwna i ciekawa, jak 16-kilometrowy odcinek prowadzący przez park. Zobaczymy. Z tablicy znowu uśmiecha się do nas inż. Ante i zaprasza na kontynuację przygody z velebicką przyrodą.

 

 

 

Zauważam kilka odmian lilii, piękne łany karminowego bodziszka i pachnącego powojnika. Oryginalną rośliną jest z pewnością zaraźnica, która pasożytuje na innych roślinach, bo sama nie posiada chlorofilu. Parę kroków dalej spotykamy jeszcze fioletową zerwę, która w Polsce jest pod częściową ochroną. Jednak zapach, jaki wydziela mijany złotokap alpejski jest spośród wszystkich najintensywniejszy. Niewielkie drzewka porastające zagajniki zdobią teraz efektowne żółte grona, które pachną jak świeżo rozwieszone pranie. Ich słodki zapach wabi owady, a nasze nosy są przyjemnie łechtane. Warto jednak wiedzieć że złotokap zawiera trującą substancję (cytyzynę) we wszystkich częściach rośliny, a szczególnie w nasionach. 

 

 

 

 

Ścieżka wyprowadza nas teraz na większe skalne wychodnie, z których podziwiamy spektakularne widoki. Dalej mijamy szlakowskaz do Skorpovac, do którego powinniśmy dotrzeć za 3h. Tablica edukacyjna informuje nas o gatunkach drzew lasu subalpejskiego, krzewów i roślinności runa leśnego.

Na rozstaju szlaków przy źródełku, dostajemy oczopląsu od drogowskazów podających te same miejsca i trzy różne czasy (różnica nawet 1h). Tabliczki są stare drewniane, stare blaszane i nowe metalowe. Co do odległości do Skorpovac są zgodne, powinniśmy tam być za 2h.

 

 

Ścieżka przekracza teraz drewnianą bramkę z tabliczką szlaku Croatian Long Distance Trail oraz kolejne szlakowskazy. Tablice edukacyjne informują o bogatej florze Gór Dynarskich. W końcu dochodzimy do nowej wiaty z miejscem na odpoczynek, która stoi tuż obok schronu Skorpovac. Przed nowoczesnym, niedawno oddanym do użytku budynkiem meldujemy się ok. g.16.

 

 

 

Niewielki turystyczny schron pokryty z zewnątrz szarą blachą robi na nas pozytywne wrażenie. Wnętrze wykończone jest drewnem, posiada dwa małe pomieszczenia, w których znajdują się piętrowe łóżka i leżanki dla łącznie 16-20 osób. Jest wyposażone w piec opalany drewnem (koza) i cysternę z wodą. Na dworzu stoi pompa z wiadrem. Otwarte w październiku 2025 r., zastąpiło poprzedni obiekt, który spłonął w październiku 2024 r. Jest ogólnodostępne i bezpłatne.

 

 

O g. 16 wszystkie miejsca są już pozajmowane. Na każdym łóżku i materacu leżą śpiwory, a wokół obiektu jest sporo turystów, którzy organizują wieczorną imprezę. Siadamy z boku i wyciągamy kanapki i herbatę. Chwilę odpoczywany i ruszamy w drogę powrotną.

 

 

 

 

Na łąkach fotografuję brakujące do kolekcji kwiaty, a promienie chylącego się ku zachodowi słońca nadają wspaniałe, ciepłe barwy. Tuż przed przełęczą, z której do schroniska Alan pozostaje nam 20 minut, rozżarzona kula znika za morskim horyzontem. Ostatni fragment szlaku idziemy przez las w zapadającym mroku. Przy Planinarski dom Alan jesteśmy kwadrans po g. 21, czyli po 10 i pół godzinie od wyjścia na szlak. Dzisiejszy odcinek sprawił, że czujemy się jak po odwiedzinach w najpiękniejszym naturalnym ogrodzie botanicznym.

 

 

INFORMACJE PRAWNE

 

Wszystkie materiały na tym blogu są  własnością autorów i nie mogą być wykorzystywane bez ich zgody. 
Kopiowanie, powielanie i wykorzystywanie treści oraz zdjęć bez zgody autorów jest prawnie zabronione.

Created by: cdx.pl