Zembrzyce - Potrójna
29.07.2023 r.
MSB dzień 3: Zembrzyce – Chatka pod Potrójną
DYSTANS: 25km
CZAS: 10h
Zembrzyce leżą w powiecie suskim, zaledwie 6km od Suchej Beskidzkiej. Z Suchą jestem zaprzyjaźniona. Pierwszy raz przyjechałam tu jeszcze w latach 90-tych. Przy ulicy Role stał przycupnięty stuletni budynek byłej karczmy. Mieszkała w nim babcia Marka, tu urodził się i wychował jego tata. Nasze licealne i studenckie wakacje zawsze kręciły się wokół Suchej. Była to nasza baza i miejsce z którego wyruszaliśmy na niezliczone piesze i rowerowe wyprawy.
Nocleg nieopodal Suchej i perspektywa wędrówki w jej okolicach są bliskie mojemu sercu.
Ruszamy na szlak parę minut po g.8. Wita nas błękit nieba i słońce. Zapowiada się piękny, lipcowy dzień. Szlak prowadzi nas przez centrum Zembrzyc. Zatrzymujemy się przy cukierni „Wanilia” na pyszne, orzeźwiające lody. Siadamy na schodkach i patrzymy na toczące się tu życie. W sobotni, wakacyjny poranek jest cicho i spokojnie.
Mijamy Zembrzyce, przechodzimy mostem nad Skawą, następnie przekraczamy ruchliwą drogę Sucha-Wadowice, tory kolejowe i wchodzimy w las, powoli zdobywając wysokość. Z grzbietu widać część Jeziora Mucharskiego, które jest zbiornikiem retencyjnym na Skawie. Otaczają nas łąki, słychać śpiew ptaków, a na niebie widać białe obłoczki. W okolicach przysiółka Żmijówka siadamy na ściętych drzewach na chwilę odpoczynku. Pięknie tu.
O g.14 zdobywamy Gołuszkową Górę 715m n.p.m., do Krzeszowa mamy stąd 50 minut. Na Przełęczy Carchel 640m n.p.m. wychodzimy na bezleśną, dużą polanę. Mijamy zadbaną murowaną kapliczkę okrytą cieniem wiekowej lipy i kilka domków letniskowych. Szukam informacji o nazwie przełęczy. Jest bowiem nietypowa i budzi moje zainteresowanie. Otóż pochodzi z języka wołoskiego. Cyrhleniem (lub cerleniem) nazywano wypalanie gruntu pod uprawę, a carchla oznacza otrzymaną w ten sposób polanę.

Przełęcz Carchel to doskonały punkt widokowy, określany jako jeden z najpiękniejszych w zachodniej części Beskidów. Rozpościerają się stąd panoramy w dwóch kierunkach: południowym na Beskid Żywiecko-Orawski (Babią Górę, Pilsko, Jałowiec i Policę) oraz północny na Beskid Mały, Makowski i Pogórze Wielickie. Napawamy się chwilę tym pięknym widokiem i maszerujemy dalej.
Na grzbiecie Żurawicy mijamy Kozie Skały, które stanowią dużą atrakcję geoturystyczną. To skupisko piaskowców w formie wychodni skalnych, największych w całym Beskidzie Małym. Warte są chwili uwagi, ze względu na piękne baszty, ambony, okapy, przewieszone ściany i niewielką jaskinię Lisią Norę o długości 5,5m. Obiecuję sobie kiedyś tu wrócić i obejrzeć dokładniej te dzieła natury.
Przed g.15 wychodzimy na asfalt i mijamy pierwsze zabudowania Krzeszowa. Na niebie zebrały się ciemniejsze chmury. Po raz pierwszy zakładam przeciwdeszczową pelerynę, bo z nieba zaczynają kapać krople deszczu. Niewielki opad straszy nas tylko, a peleryna szybko wraca do plecaka. Po przejściu wsi szlak skręca z asfaltu w prawo i prowadzi nas wprost do schroniska PTTK „Leskowiec”, gdzie powinniśmy dojść za niecałe 2 godziny. Ten fragment szlaku znam doskonale. Bazując w Suchej wielokrotnie bywaliśmy na Leskowcu, a na jego szczycie nasz starszy syn zrobił pierwsze kroki.
Przekraczając granicę lasu wchodzimy na teren Parku Krajobrazowego Beskidu Małego. Otaczają nas dorodne buki, świerki i jodły. Przy szlaku spotkać można pojedyncze okazy limb, daglezji i sztucznie nasadzonej kosodrzewiny. Runo leśne porastają licznie jagody (zwane tu borówkami). Szczyt Jałowca okrywa rozległa polana, na której tańczą poruszane wiatrem trawy, wśród których stoją karłowate i powykręcane buczyny liczące nawet 200 lat. Rozciąga się stąd rozległa panorama na wschód, południe i południowy-zachód. Widać Beskidy, Gorce, a nawet Tatry. Miejsce pod każdym względem magiczne.
Dochodzimy do Przełęczy Władysława Midowicza (geografa i meteorologa) 868m n.p.m., która leży nieopodal szczytu Leskowca i jest węzłem szlaków turystycznych.
Przed g.18 meldujemy się w Schronisku PTTK „Leskowiec”, które tak naprawdę leży na podszczytowej hali na Jaworzynie (zwaną Groniem JPII) na wysokości 890m n.p.m. Drewniany budynek z roku 1933 r. ma swój klimat i bogatą historię. Zamawiamy ciepłe dania i konsumujemy je przy drewnianym stole na zewnątrz budynku. Przed nami między drzewami widać górskie pasma układające się w warstwy. Spędzamy tu chwilę na odpoczynku przy dźwięku kosiarki, którą gospodarz odpala, by skosić wyrośnięte wokół budynku trawy.
Wracamy ponownie na szlak, który od schroniska oddalony jest o 5 minut drogi. Zdobywamy szczyt Leskowca 922m n.p.m., przechodzimy przez Przełęcz Beskidek 805m n.p.m., szczyt Na Beskidzie 863m, mijamy skrzyżowanie Pod Smrekowicą 901m n.p.m. i Rozstaje Pod Mlada Horą, które słynie z historii o krowie Anuli. Zwierzę uciekło właścicielowi, który zamierzał ją sprzedać i żyło dziko w okolicy. Towarzyszy nam zachodzące słońce i przepiękne, pastelowe barwy nieba. Widoki są fantastyczne. Górskie pasma toną w promieniach słońca, przybierają malownicze odcienie, które nawiązują do impresjonistycznych dzieł największych twórców.

O g. 20:30 wchodzimy na teren rezerwatu przyrody Madohora i zdobywamy szczyt Łamanej Skały 929m n.p.m. Pół godziny później jesteśmy przy dobrze mi znanej w zimowej odsłonie stacji narciarskiej Czarny Groń. Parę kroków dalej dochodzimy do Przełęczy na Przykrej 757m n.p.m. i żółtego szlaku, którym schodzimy do Chatki Studenckiej Pod Potrójną. Jest już ciemno i idziemy na czołówkach. Po 10 minutach od przełęczy jesteśmy przy budynku. W tym momencie próbuję skontaktować się z Markiem i przekazać mu informacje o dniu dzisiejszym. Niestety w tym miejscu brak jest zasięgu, co trochę mnie irytuje. Chodzę zatem w poszukiwaniu pola. Jedna kreska zasięgu pozwala mi wysłać wiadomość, że wszystko jest OK.
Chatka pod Potrójną okazuje się co najmniej dziwna, a na pewno specyficzna. Drewniany budynek to stara ponad 110-letnia chatka. Jest umywalka i toaleta, ale stan sanitariatów, a szczególnie ich czystość daje wiele do życzenia. Jadalnia pełna jest przykurzonych gadżetów, starych sprzętów i dekoracji, które mają sprawiać wrażenie przytulności, a powodują nieład i chaos. Dużym plusem okazuje się towarzystwo dwóch przemiłych gospodarzy. Na kuchni czeka na nas gorąca zupa grzybowa, którą jemy na późną kolację. Po posiłku idziemy do dużej sali sypialnej na piętrze, prawie w całości pokrytej materacami. Pod ścianą wymownie stoi duży kubeł z napisem „do rzygania”. Oprócz nas nie ma tu nikogo, kto korzystałby z noclegu. Klimat jest mroczny, światła jest niewiele. Szybko wchodzimy do swoich śpiworów i zasypiamy.
