Góry Skandynawskie
26.06.2024 r.
Szczyt: KEBNEKAISE
Państwo: Szwecja
Pasmo: Góry Skandynawskie
Wysokość: 2097m n.p.m.
Trasa: Nikkaluokta 470m - Kebnekaise fjällstation 690m - Vierramvare 1706m - Kebnekaise Sydtoppen 2097m - Vierramvare 1706m - Kebnekaise fjällstation 690m - Nikkaluokta 470m
Dystans: 60,35km
Wznios: 2442m
Czas: 23h24min
Data zdobycia: 26.06.2024 r.
Nasza przygoda z Kebnekaise ma swój początek na estońskim campingu nad jeziorem Vaskna w Trolla, skąd obieramy kurs na daleką północ. O g. 7 pozostaje po naszym namiocie tylko wygnieciona trawa. Podczas porządków przyglądam się cichej i zielonej okolicy. Wśród drzew przekrzykują się ptaki, które radośnie witają nowy dzień.

Z Trolla do Tallina mamy ok. 270 km. Czas ruszać, musimy zdążyć na prom do Helsinek, który odpływa w samo południe. Przejeżdżamy przez centrum Tallina, objeżdżamy roboty drogowe i koncentrujemy się na niezbyt łatwym dojeździe do terminala. Udaje nam się jednak bez większych problemów ustawić w kolejce pojazdów oczekujących na prom. Jesteśmy dużo przed czasem.
O g. 11:40 meldujemy się w kajucie. Przed nami dwu i pół godzinny rejs, mamy więc chwilę, by się wykąpać i zdrzemnąć na wygodnym łóżku. Łagodne bujanie działa kojąco.

W Helsinkach zatrzymujemy się na uzupełnienie zapasów. Kupujemy świeże pieczywo i jajka. Marzy nam się solidna jajecznica. Piknik organizujemy dopiero 100 km dalej w Lahti nad jeziorem Vesijärvi. Posiłek i orzeźwiająca kąpiel to rewelacyjny przerywnik w długiej podróży.


Jedziemy teraz drogą E75 prowadzącą zachodnim skrajem Järvi-Suomi (Pojezierza Fińskiego). To polodowcowy obszar, na którym znajduje się blisko 55 tysięcy jezior (w tym największe fińskie jezioro Saimaa, czwarte co do wielkości w Europie) oraz liczne lasy świerkowe i sosnowe. Mijamy spokojne miasteczka i wioski, które urozmaicają monotonny krajobraz fińskiego płaskowyżu, a na drodze liczne auta z przyczepami. W Finlandii trwają już wakacje, Finowie ruszają więc na wypoczynek. Najczęściej aktywny, na łonie natury w rytmie „slow life”. Wyjeżdżają do swoich domków letniskowych zwanych mökki, położonych zazwyczaj nad jeziorem.
Po ok. 300 km od Lahti zatrzymujemy się nieopodal miejscowości Pihtipudas, otoczonej (jakżeby inaczej) lasami i jeziorami. Znajdujemy zaciszny, bezpłatny, leśny camping nad rzeczką Kanava. Jest tu wiata, palenisko z grillem i sucha toaleta. Przez drewniany mostek przechodzi przyrodnicza ścieżka Heiäjoen luontoreitti. Tereny służą do obserwacji ptaków, które teraz słyszymy w koronach drzew. Na niewielkim miejscu parkujemy auto i rozbijamy namiot. Rozpalamy ognisko, głównie po to, by dym odpędził krążące nad nami komary. Dochodzi północ, a wokół nas po raz pierwszy nie zapada zmrok.


***
O g. 7 jesteśmy już na nogach. Komary wciąż o nas pamiętają i czekają cierpliwie. Jest ich tyle, że decydujemy się zjeść śniadanie w innym miejscu, z dala od wody. Zatrzymujemy się więc na przydrożnym parkingu. Niestety zamiast na leśnej polanie, jemy przy ruchliwej drodze, w otoczeniu samochodów i stacji benzynowej.
Dzisiaj kolejny dzień jazdy. Przed nami ponad 700 km przez Finlandię i Szwecję. Mijamy jeziora, lasy i miejscowości z malowniczymi, drewnianymi domkami. Dojeżdżamy do miasta Oulu, które leży nad Zatoką Botnicką. To największe miasto leżące poza Finlandią Południową i szóste pod względem liczby ludności w tym kraju. Nasza droga prowadzi teraz brzegiem północnej części Morza Bałtyckiego.
Przekraczając granicę fińsko-szwedzką wjeżdżamy w najbardziej wysunięty na północ Szwecji region Norrbotten. Charakteryzuje się surowym klimatem i małą gęstością zaludnienia. Jest zróżnicowany geograficznie. Obejmuje zarówno nizinne tereny nad Zatoką Botnicką, jak i górzyste obszary z najwyższym szwedzkim szczytem Kebnekaise.
Ok. g. 14 na drodze E10 w miejscowości Naisheden przejeżdżamy przez koło podbiegunowe (66°33’39’’N). Stoi tu symboliczna tablica z napisem Polcirkeln oraz popularny wśród podróżnych zajazd gastronomiczny Värdshuset. Siadamy przy drewnianym stole usytuowanym wśród drzew, w dalszym sąsiedztwie od zajazdu i szykujemy sobie posiłek. Niestety nie podoba się to właścicielowi obiektu, który wyprasza nas z tego miejsca. Skoro nic nie zamówiliśmy u niego, nie mamy prawa korzystać z jego stolika.


Dalej drogę umilają nam pierwsze spotkania z reniferami. Idą wzdłuż drogi, przechodzą w poprzek, leżą na poboczach, pojawiają się znikąd. Musimy uważać. Wyposażyliśmy auto w ultradźwiękowe odstraszacze (gwizdki), które mamy teraz możliwość przetestować. Jeśli wierzyć reklamie i Finom, korzystającym z tego typu rozwiązań, powinniśmy dzięki nim unikać kolizji z mieszkańcami lasów.
Renifery, choć żyją niemal na wolności, wędrując po lasach i tundrze, w sensie prawnym i hodowlanym zawsze do kogoś należą. Przez większą część roku żyją w naturalnych warunkach, a zimą zazwyczaj są dokarmiane przez właścicieli. Nie ma już dzikich reniferów tundrowych, a ich status określa się jako udomowione lub półudomowione.

Drogą E10 dojeżdżamy do Kiruny, która wita nas, przeobrażoną przez kopalnię rudy żelaza, górą Kiirunavaara (lap. Gironvárri) o wysokości 733m n.p.m. Przed kopalnią skręcamy w lewo i drogą Holmajärvivägen nr BD 870 jedziemy malowniczym brzegiem jezior Kaalasjärvi, Homajärvi i Laukkujärvi. Trasa jest niezwykle urokliwa, tym bardziej, że na horyzoncie pojawiają się wreszcie Góry Skandynawskie. Na początku wyglądają niepozornie, ale im bliżej ich jesteśmy, tym wydają się coraz większe i masywniejsze. Ciemną skałę zdobią liczne śnieżne płaty, a podstawę stanowią soczyście zielone łąki. Nisko nad górami wiszą ciężkie chmury.

O g. 19 dojeżdżamy do wioski Nikkaluokta. Od estońskiego campingu w Trolla pokonaliśmy 740km w czasie 13h. Parkujemy samochód i pakujemy plecaki. Przed nami 19-kilometrowy szlak do schroniska Kebnekaise. Bierzemy ze sobą namiot, śpiwory, ubrania i trochę jedzenia. Zawartość ma nam starczyć na 3 dni pobytu w górskich warunkach, podczas arktycznego lata. Plecaki ważą ok. 15kg każdy. To dużo, ale bierzemy wszystko, co zaplanowaliśmy. Po godzinie jesteśmy gotowi do marszu.

Nikkaluokta to niewielka wioska Saamów powstała w roku 1911. Początkowo mieszkały w niej tylko 4 rodziny, obecnie ich ok. 10. Jest popularną bazą wypadową na szczyt Kebnekaise oraz na słynny szlak Kungsleden (Abisko – Nikkaluokta). Leży u zbiegu dolin Vistasvagge i Ladtjovagge, pomiędzy jeziorami Vistasjåkka i Paittasjärvi. Swoje źródło ma tutaj rzeka Kalixälven, która po 460km wpada do Zatoki Botnickiej. We wsi znajduje się m.in. hotel, kaplica i lądowisko dla helikopterów. Mieszkańcy utrzymują się z turystyki, sztuki tradycyjnej i transportu (loty helikopterem, rejsy łodzią, rajdy końmi, przejazdy skuterami śnieżnymi). Wioska funkcjonuje także jako punkt zaopatrzeniowy dla turystów.



Mijamy budynek restauracji, oddaloną od ścieżki ewangelicko-luterańską kaplicę z 1942 roku projektu Cyrillusa Johanssona oraz zagrodę z kozami. Idziemy szeroką, szutrową ścieżką w rozległej, polodowcowej dolinie Ladtjovagge. Teren jest płaski, pełen zieleni, która dekoruje dolinę soczystym dywanem. Przed nami, w oddali wyrastają masywne szczyty.
Przez pierwsze 5km idziemy przez brzozowy las. Tuż obok wytyczona jest linia energetyczna. Przypuszczamy, że wiszące kable poprowadzą nas wprost do schroniska. Wzdłuż szlaku płynie również rzeka Láddjujohka, do której uchodzą górskie strumyki, które pokonujemy drewnianymi kładkami. Godzinę od Nikkaluokta przekraczamy większy potok Čievrrajohka (również dopływ Láddjujohka). Tym razem przechodzimy zawieszoną nad korytem metalową kładką, która jest ciekawym urozmaiceniem trasy. Nurt potoku jest bystry, niesie wodę z wyższych partii gór.

O g. 21:30 dochodzimy do restauracji i hotelu Enoks. Budynek leży nad jeziorem Láddjujávri. Lokal jest zamknięty o tej porze, siadamy więc na ławce przed wejściem, by chwilę odpocząć. Za nami ścieżką można dojść do przystani, z której kursuje łódź. Rejs trwa 20-30 minut i skraca drogę do schroniska o 6km. Z łodzi skorzystać można od połowy czerwca do połowy września.


Szlak mija jezioro i ponownie prowadzi wzdłuż rzeki Láddjujohka. Idziemy ścieżką, którą co jakiś czas urozmaicają drewniane kładki wytyczone nad mokradłami lub gołoborzem. Zauważam dość spore siedliska maliny moroszki (Rubus chamaemorus). Roślina ta w Skandynawii występuje powszechnie, a w Polsce uznana jest za relikt epoki lodowcowej i jest bardzo rzadko spotykana. Rośnie w górach, w piętrze kosodrzewiny, oraz na nizinach w torfowiskach i bagiennych borach. Tutejsze warunki są zatem dla niej idealne. Z jej owoców w Skandynawii wykonuje się przetwory (dżemy i wina), które są narodowym przysmakiem. W medycynie ludowej owoce i liście używane są jako środek przeciwgorączkowy, przeciwbiegunkowy i zapobiegający szkorbutowi.

Idziemy raźno, opędzając się przed komarami. Wokół nas latają ich całe chmary. Próbują ugryźć choć najmniejszy odsłonięty kawałek ciała. Wchodzą do ust, oczu i uszu. Są niezwykle natarczywe. Im szybciej idziemy, tym mniej komarów nas atakuje. Tempo mamy więc dobre.
Z ciężkich chmur zaczyna padać. W pierwszych kroplach deszczu mijamy meditationsplats, czyli miejsce medytacji, będące przystankiem na szlaku Kungsleden (Szlak Królewski), który pokrywa się z naszą trasą. Dla Saamów natura (góry, jeziora, lasy) powiązana jest z duchowością, a miejsca medytacji służą do refleksji. Obiecuję sobie zatrzymać się tu na dłużej w drodze powrotnej. Mam nadzieję, że wtedy nie będzie tu tyle komarów. W tej chwili każdy przystanek to zmasowany atak krwiopijczych owadów.

Minęła północ. Otacza nas kolejna jasna, arktyczna "noc". Trochę pochmurna, ale gdzieś za tą szarą pierzyną świeci przecież słońce. Towarzyszy nam doznanie nadzwyczaj dziwne - świadomość, że zmrok nie zapadnie i nie ogranicza nas ciemność. Mamy do dyspozycji 24h, które możemy dowolnie wykorzystać. Od teraz zaczyna zacierać się nam granica między dniem a nocą.


O g. 1:15 przechodzimy metalową, wiszącą kładką nad potokiem Tarfalajokk. Woda pod nami jest mętna i szarozielona. Stąd mamy już tylko 1,5km do schroniska, czyli ok. 20 minut drogi. Po kwadransie jesteśmy przy miejscach biwakowych, oddalonych od zabudowań mniej więcej o 350m. Namiot rozkładamy na wydeptanym, opuszczonym miejscu, na najbardziej płaskim terenie. Delikatnie kropi deszcz, spieszymy się więc, by jak najszybciej znaleźć się w jego suchym wnętrzu. Po 5 i pół godzinie i 19-kilometrowej wędrówce zasypiamy jak susły.
***
Kolejny dzień upływa nam na odpoczynku i poznawaniu schroniska. Kebnekaise fjällstation leży na wysokości 690m n.p.m. i wygląda jak małe górskie miasteczko. Można do niego dojść (jak my) 19-kilometrowym szlakiem, dolecieć w 10 minut helikopterem z Nikkaluokta, a zimą dodatkowo dojechać nartami biegowymi lub skuterem śnieżnym.
Zbudowane w 1923 roku jest własnością Svenska Turistföreningen (STF). Stowarzyszenie założone zostało w Uppsali w 1885 roku przez grupę studentów geologii, zainteresowanych aktywnością na świeżym powietrzu. Jego celem było promowanie turystyki i uczynienie Szwecji bardziej dostępną dla ruchu turystycznego. W roku 1887 zaczęto wytyczać pierwsze szlaki turystyczne i budować pierwsze chaty. Początkowo proste, jednoizbowe, z glinianą podłogą, piecem i skromnym umeblowaniem.
Obecne warunki różnią się diametralnie. Przez 130 lat zmienił się styl i organizacja szwedzkich schronisk. Standard jaki prezentuje schronisko Kebnekaise wydaje się nam najwyższy w Europie. Byliśmy do tej pory w wielu schroniskach, ale to co tutaj widzimy, pozytywnie nas zaskakuje.
W głównym budynku stacji mieści się restauracja serwująca dania z menu, przytulny salon wypoczynkowy, sklep z podstawowymi produktami (np. ciepłymi bułeczkami) oraz pokoje hotelowe. Klimat miejsca odpowiada szwedzkiej filozofii życia w harmonii, czyli lagom. Wszystkiego jest „w sam raz”. Wnętrza wyposażone są bez przepychu, sprzyjające relaksowi. Ciepłe, przygaszone światła tworzą kameralny nastrój. Cicho gra nastrojowa muzyka. Wygodne fotele, przytulne kanapy i malowniczy widok za oknem sprawiają, że można zapomnieć tu o całym świecie.


Drugim budynkiem, z którego korzystamy podczas pobytu w Kebnekaise fjällstation jest Servicehuset, czyli domek gospodarczy. Po wykupieniu dostępu za 350 koron/dobę (ok. 150zł) możemy korzystać ze wspaniale zorganizowanej dla turystów przestrzeni. Do dyspozycji mamy dwie w pełni wyposażone kuchnie, przestronną jadalnię, łazienki, sauny (męską i damską) oraz suszarnię. W budynku jest również wypożyczalnia sprzętu turystycznego, w tym np. butów trekkingowych, nart, raków i czekanów.



Na niezwykle regeneracyjnym wypoczynku spędzamy cały dzień. Słodkie lenistwo jest nam bardzo potrzebne.
***
Noc poprzedzająca atak szczytowy jest bardzo wietrzna. Silne porywy wiatru targają drzewami i przeganiają chmury, przygotowując dla nas piękną, słoneczną pogodę. Wstajemy bez pośpiechu. W warunkach polarnego dnia nigdzie nie musimy się spieszyć.
O g. 9 jesteśmy w Servicehuset. Szykujemy śniadanie i powoli je konsumujemy. Omawiamy trasę i przygotowujemy prowiant na wędrówkę.

Z dwóch dostępnych dróg na szczyt, wybieramy Västra leden (szlak zachodni). Jest łatwiejsza, ale i dłuższa od Östra leden (szlak wschodni), która prowadzi przez lodowiec i wymaga asekuracji przewodnika.
Ze schroniska wychodzimy dopiero około g. 10. Dzień polarny ma tę wspaniałą zaletę, że wyjść możemy o każdej porze.

Szlak oznaczony czerwonymi kropkami zaczynamy przy Kebnekaise fjällstation i początkowo trawersujemy górę Kaipak 772m n.p.m., u stóp której leży schronisko. Dalej idziemy wspólną dla Västra i Östra leden ścieżką przez dolinę Ladtjovagge. Przekraczamy kilka potoków i po pierwszym kilometrze dochodzimy do rozwidlenia szlaków. Östra leden odbija w prawo, a my idziemy łagodną ścieżką w kierunku góry Tuolpagorni 1662m n.p.m. z charakterystycznym "kraterem" na szczycie.


Dochodzimy do potoku Kittelbäcken i doliną Kitteldalen idziemy, zdobywając wysokość, na wprost pięknego masywu Kebnekaise. Nasza wędrówka przez dolinę kończy się, gdy przekraczamy metalową kładką koryto potoku Kittelbäcken, wypływającego wprost z lodowca Björling.



Lodowiec Björling znajduje się na zboczach Kebnetjåkka poniżej południowego szczytu Kebnekaise. Jego jęzor opada w kierunku doliny Kitteldalen. Nazwa upamiętnia Johana Alfreda Björlinga (1871-1893), który w 1889 roku wspiął się wraz z grupą przyjaciół na Kebnekaise Sydtoppen po trasie obecnego Västra leden. Szwedzki botanik i badacz polarnych obszarów zginął podczas wyprawy w kanadyjskiej Arktyce mając zaledwie 22 lata.
Będąc po drugiej stronie potoku rozpoczynamy wspinaczkę po skalistych zboczach na wierzchołek Vierramvare. Mniej więcej w połowie drogi na szczyt, szlak wypłaszcza się i tworzy małą dolinkę pomiędzy Vierramvare, a zboczem Tuolpagorni. W tym miejscu łapiemy oddech, chwilę odpoczywając. Przed nami stroma ścieżka pnąca się po południowych zboczach Vierramvare.

O g. 13:20 jesteśmy na szczycie Vierramvare 1706m n.p.m., skąd musimy zejść w dół, tracąc ok. 200m wysokości. Szerokie siodło, jakie osiągamy, to dolina Kaffedalen, która leży pomiędzy Vierramvare i Kebnekaise. Rozciąga się stąd widok na majestatyczne pasma Gór Skandynawskich udekorowane gdzieniegdzie białymi śnieżnymi łachami. Płaski odcinek szlaku jest dla nas chwilową regeneracją przed kolejną wspinaczką.


Po pokonaniu ok. 400m przewyższenia, na wysokości 1880m n.p.m. mijamy stare schronisko szczytowe – Gamla toppstugan.
Gamla toppstugan (stara górna kabina) zbudowana została w 1962 roku i zastąpiła pierwsze schronisko postawione przez STF w roku 1924 na wysokości 1940m n.p.m. Służy jako nieizolowany schron chroniący przed wiatrem podczas niesprzyjającej pogody oraz punkt orientacyjny dla wędrowców. Obok chaty przechodzi szlak Östra leden, z którym po ok. 200m od chatki łączy się szlak Västra leden, by wspólną drogą dotrzeć na szczyt Kebnekaise Sydtoppen.

O g. 15:20, po ok. 700m od Gamla toppstugan, dochodzimy do chatki szczytowej Säkerhetsstuga, zbudowanej w 2016 roku. Usytuowana jest na wysokości 2040m n.p.m. na prawie płaskim plateau. Zaprojektowana przez pracownię Murman Arkitekter ze Sztokholmu, zbudowana jest z drewna klejonego krzyżowo, co zapobiega przenikaniu wody. Ma pięciokątny profil i stoi na betonowych cokołach. Jej wymiary wynoszą 9x4,5m. Nie jest przeznaczona do noclegów, wewnątrz mieszczą się tylko dwie długie ławy. Ze względu na ochronę przeciwpożarową, nie została wyposażona w ogrzewanie. Można w niej chwilowo schronić się przed wiatrem i opadami, odpocząć i zjeść własny prowiant. Z przed chatki pięknie prezentuje się szczyt Kebnekaise. Na tle błękitnego nieba mocno kontrastuje jego biała, lodowa czapeczka.


Po odpoczynku ruszamy na odcinek szczytowy. Na skraju południowego lodowca zakładamy raczki i śmielszym krokiem pokonujemy jego śliską i białą powierzchnię. Po niecałych 10 minutach, o g. 16:10 zdobywamy szczyt Kebnekaise Sydtoppen 2097m n.p.m. (lap. Giebnegáisi). Fotografujemy się na tle skalistego szczytu Nordtoppen, który obecnie jest wyższy od Sydtoppen o 360cm, a tytuł wyższego uzyskał w 2018 roku.
Kebnekaise to dwuwierzchołkowy szczyt, najwyższy w Szwecji, Laponii i europejskiej strefie polarnej. Wierzchołek Nordtoppen charakteryzuje się strzelistą, alpejską formą składającą się z odsłoniętych skał. Jego wysokość wynosi 2096,8m n.p.m. Lita skała wierzchołka Sydtoppen sięga natomiast wysokości 2060m n.p.m. i pokryta jest lodową czapą o grubości kilkudziesięciu metrów. Lód topnieje latem i rośnie zimą, co sprawia, że wysokość szczytu jest zmienna.
Pierwszego pomiaru wierzchołka Sydtoppen dokonał w roku 1883 pierwszy zdobywca Kebnekaise, Francuz Charles Rabot. Wówczas lodowa czapa sięgała wysokości 2130m n.p.m. Wyliczenie stanowi dowód na dynamiczne zmiany klimatyczne w Arktyce. Na przestrzeni 140 lat topniejący lodowiec obniżył biały wierzchołek Sydtoppen aż o 33m. Dodam, że pionierskie wejście Charlesa Rabota upamiętnione zostało w nazwie lodowca Rabot, który zlokalizowany jest po zachodniej stronie Kebnekaise.
Warto nadmienić, że stoimy na wierzchołku Kebnekaise, na który wyznaczony jest szlak turystyczny, natomiat na Nordtoppen nie prowadzi żadna turystyczna trasa.


Stojąc na szczycie cieszymy się z zapierającego dech w piersiach widoku. Góry Skandynawskie to potężny łańcuch starych gór o alpejskiej rzeźbie terenu. Sprawiają wrażenie mrocznych i tajemniczych. Ich barwa wynika głównie z budowy, w której dominują gnejsy i granity o ciemnym zabarwieniu. Wysoka wilgotność powietrza sprawia, że skały są mokre i wydają się jeszcze ciemniejsze. Surowy, arktyczny klimat ogranicza występowanie roślinności, góry są zatem gołe i zimne. To idealne warunki dla lodowców, których białe cielska rozświetlają nieco ciemne, majestatyczne kształty. W samej Szwecji jest ich ok. 270, a pięć z nich schodzi z wierzchołka Kebnekaise. Stojąc na szczycie Sydtoppen pod stopami mamy lodowiec południowy, na zachodnim zboczu lodowiec Rabot, na północno-wschodnim Isfall, na wschodnim Stor, a na południowo-wschodnim Björling.


Wszystkie szwedzkie lodowce (górskie i dolinne) są monitorowane przez Stację Badawczą Tarfala (Tarfala Forskningstation) prowadzoną przez Uniwersytet Sztokholmski. Stacja znajduje się na wysokości 1135m n.p.m. w dolinie Tarfala, u wschodnich podnóży Kebnekaise. Oficjalnie otwarta została w 1961 roku i specjalizuje się w badaniach lodowcowych, peryglacjalnych i klimatologicznych. Stacja kontynuuje najdłużej trwający na świecie program bilansu masy lodowca (różnicy między akumulacją a ablacją), który rozpoczął się w roku 1945 i trwa do dziś. Obiektem ponad 80-letnich obserwacji jest jeden z otaczających nas lodowców o nazwie Stor. Jest to lodowiec politermiczny, mający zarówno zimne, jak i ciepłe temperatury dna.
Warto też wspomnieć, że w dolinie Tarfala wieją wiatry katabatyczne, które generują bardzo wysokie prędkości wiatru. Są to chłodne, gęste masy powietrza spływające pod wpływem grawitacji m.in. z lodowców w dół dolin. Powstają, gdy powierzchnia gór stygnie szybciej niż otaczające powietrze. W grudniu 1992 roku Stacja Badawcza Tarfala odnotowała szwedzki rekord prędkości wiatru, który wyniósł 81m/s (290km/h).
Ostatnia ciekawostka dotyczy ochrony najwyższego szwedzkiego szczytu. Otóż Kebnekaise nie leży na terenie żadnego parku narodowego, parku przyrody ani rezerwatu. Jest obszarem zagospodarowanym turystycznie, a najbliższym chronionym terenem jest Park Narodowy Abisko (na północ od Kebnekaise) oraz Stora Sjöfallet, park narodowy leżący na południowy zachód od Kebnekaise.
W drodze powrotnej wstępujemy jeszcze na chwilę do Säkerhetsstuga. Słońce jest wysoko, nie goni nas zmrok, możemy w rytmie lagom pocieszyć się miejscem i chwilą. Ok. g. 17 ruszamy do schroniska Kebnekaise. Schodząc, obracamy się jeszcze parę razy i machamy białej czapeczce na pożegnanie.
Mijamy stare schronisko Gamla toppstugan, przechodzimy doliną Kaffedalen, zdobywamy szczyt Vierramvare 1706m n.p.m. i schodzimy do doliny Kittelbäcken, a następnie doliny Ladtjovagge.
Po drodze zauważam pięknie kwitnącą wśród skał lepnicę bezłodygową (Silene acaulis) z gatunku goździkowatych, nazywaną potocznie "kwitnącym mchem". Bylina ta posiada tylko jeden długi (do 130cm) korzeń, który umożliwia jej bytowanie w niedostępnych, kamienistych i stromych zboczach.
Do Kebnekaise fjällstation docieramy tuż przez g. 22, po 12 godzinach wędrówki. Pełni pozytywnych emocji robimy ciepłą kolację i siedzimy jeszcze chwilę w jadalni. Około północy udajemy się do namiotu, by zregenerować się przed 19-kilometrowym powrotem do Nikkaluokta.




***
Wstajemy niespiesznie. Wyspani i wypoczęci zaczynamy kolejny dzień naszej przygody. Jest g. 8:30, gdy opuszczamy nagrzany niezachodzącym słońcem namiot. Godzinę później jemy ostatnie śniadanie z ciepłymi bułeczkami w schronisku Kebnekaise. Składamy namiot i pakujemy plecaki. Zanosimy je przed Servicehuset, gdzie zainstalowana jest waga. Korzystamy z niej, bo wiedza ile dźwigamy na grzebiecie jest istotna. Nasze przewidywania sprawdzają się. Plecaki ważą 15-16kg każdy.


Tuż przed południem jesteśmy gotowi do marszu. Przed nami 19 kilometrów rozłożystą doliną Ladtjovagge. Znamy przebieg ścieżki, różni się tylko pogoda i mamy nadzieję, ilość komarów. Na wszelki wypadek kupujemy w schroniskowym sklepiku nakładaną na głowę moskitierę. Siateczka powinna ochronić nas przed krwiopijcami.

Po przejściu 1,5km pokonujemy metalowym mostkiem potok Tarfalajokk. To 8-kilometrowy strumień, który wypływa z jeziora Tarfalajavre w dolinie Tarfadalen nieopodal Stacji Badawczej Tarfala, a kończy bieg w jeziorze Ladtjojavre. Zasilany jest m.in. wodą z lodowca Stor i ma mętny, szarozielony kolor.

Co chwilę oglądamy się za siebie i podziwiamy górską panoramę. Nad masywem Kebnekaise widać jeszcze górującą białą czapeczkę, która z każdym krokiem robi się coraz mniejsza i mniejsza.

Po kolejnych 4,5km dochodzimy do meditationsplats. Tym razem świeci słońce, jest sucho i nie ma komarów. Możemy zatrzymać się na chwilę, by zaspokoić ciekawość.

Meditationsplats to jedno z 7 miejsc medytacji zlokalizowanych na trasie Kungsleden (szw. Szlak Królewski), słynnym szlaku długodystansowym w szwedzkiej Laponii, liczącym ok. 450km (Abisko-Hemavan). Na miejscu stoi wygładzony, kamienny głaz z wyrytym w języku szwedzkim i saamskim cytatem z dzieła „Vägmärken” Daga Hammarskjölda, zachęcającym do refleksji w otoczeniu dzikiej natury.
Dag Hammarskjöld (1905-1961) był szwedzkim politykiem, dyplomatą, ekonomistą i prawnikiem. W latach 1953-1961 pełnił funkcję sekretarza generalnego ONZ. Zginął w katastrofie lotniczej, a po jego śmierci, w roku 1963, wydano znaleziony w mieszkaniu rękopis, uznany za księgę duchowości. W polskim tłumaczeniu ks. Jana Zieja, książka nosi tytuł "Drogowskazy" i została wydana przez wyd. Znak w 1967 roku.
Przytoczę cytat wyryty na mijanym przez nas kamieniu i jego polskie tłumaczenie:
“I DIN VIND – I DITT LJUS
HUR SMÅTT ALLT ANNAT
HUR SMÅ VI – OCH LYCKLIGA
I DET SOM ENSAMT ÄR STORT”
“W twoim wietrze – w twoim świetle
Jak małe jest wszystko inne
Jak mali jesteśmy - i szczęśliwi
w tym, co jedyne jest wielkie”
Po krótkiej refleksji ruszamy dalej. Dochodzimy do górnego przystanku saamskiej łodzi na rzece Ladtjojohka i idziemy teraz bliżej jej koryta. Następnie towarzyszy nam brzeg jeziora Ladtjojavre i po 13km od schroniska dochodzimy do restauracji Enoks oraz dolnej przystani. Sklep i restauracja są tym razem otwarte, więc korzystamy z okazji i wchodzimy, by obejrzeć ofertę. Kupujemy zimne napoje i zachwycamy się pamiątkami, głównie z reniferami.

Spod Enoksa zostało nam niecałe 6km do Nikkaluokta. Idziemy teraz brzozowym laskiem, przechodzimy metalową kładką nad potokiem Čievrrajohka, który wypływa ze zboczy Čievrračohkka 1363m n.p.m. Po lewej stronie towarzyszy nam niezwykle malowniczy, samotny, zielony kopiec Govggenjunni 1170m n.p.m., o wyglądzie podobnym do wulkanu. Bardzo nam się podoba, szczególnie na tle błękitnego nieba.

Dochodzimy do zabudowań wioski Nikkaluokta. Mijamy kozią zagrodę, luterańską kaplicę i restaurację. O g. 17:30 meldujemy się przy naszym aucie. Możemy zdjąć plecaki i włożyć je do bagażnika. Zauważamy wypisany palcem na zakurzonej tylnej szybie samochodu napis „Polska”. Traktujemy to jako życzliwe pozdrowienie. Po pół godzinie jesteśmy gotowi pożegnać się z Nikkaluokta i obrać kierunek na granicę norwesko-fińską, położoną na jeszcze dalszej północy.

