Góry Skandynawskie

28.06.2024 r.

 

Szczyt:  HALTIATUNTURI

Państwo:  Finlandia

Pasmo:  Góry Skandynawskie

Wysokość:  1328m n.p.m.

Trasa:  parking nad Guolasjávri - Haltiatunturi 1328m - parking nad Guolasjávri

Dystans:  14,58km

Wznios:  753m

Czas:  8h15min

Data zdobycia:  28.06.2024 r.

 

Podróż na najwyższy szczyt Finlandii rozpoczynamy na szwedzkim parkingu Nikkaluokta, gdzie kończymy przygodę z Kebnekaise. Jedziemy jeszcze dalej na północ. Celem naszym jest leżące w Norwegii jezioro Guolasjávri, z którego prowadzi alternatywna trasa na Haltiatunturi o długości zaledwie 6km. Klasyczna droga z Kilpisjärvi liczy ok. 55km (w jedną stronę) i prowadzi przez podmokłą tundrę.  

O g. 19 wjeżdżamy do Kiruny. Jest to największe w szwedzkiej części Laponii i najbardziej na północ wysunięte miasto w kraju. Leży ono w regionie Norrbotten, w malowniczym sąsiedztwie jeziora Luossajärvi oraz gór Kiirunavaara i Luossavaara. W pobliżu znajduje się Park Narodowy Abisko, jeden z pierwszych w Europie, założony w 1909 r.  Kiruna to przede wszystkim siedziba największej podziemnej kopalni rudy żelaza LKAB (Luossavaara Kiirunavaara Aktiebolag). Na głębokości ok. 2km znajdują się tu jedne z największych na świecie złóż tego surowca, które pozyskuje się od końca XIX wieku. Roczne wydobycie rudy żelaza przekracza 27mln ton, co stanowi ok. 80% produkcji w całej Unii Europejskiej. Kiruna to także „wędrujące” miasto. Ze względu na szkody górnicze i bezpieczeństwo mieszkańców, miasto zdecydowano relokować. Przeniesione będą zabytki, budynki mieszkalne i użyteczności publicznej, sklepy i lokale. Koszt przeniesienia miasta szacowany jest na 3 mld euro, a przedsięwzięcie w całości sfinansuje koncern LKAB. Zakończenie relokacji ma nastąpić do 2035 r. Ciekawostką jest, że w wyłączonych z eksploatacji kopalnianych chodnikach uprawia się grzyby shiitake (twardnika jadalnego), mające zastosowanie nie tylko spożywcze, ale i lecznicze.

W Kirunie zatrzymujemy się na ciepłą kolację. Przyglądamy się życiu miasteczka zdominowanego przez przemysł. Zauważamy, że po okolicy jeżdzi dużo amerykańskich samochodów z lat 50-tych i 60-tych ubiegłego wieku. Mijają nas zadbane modele takich marek jak: Cadillac, Chevrolet, Ford czy Buick, zarówno w wersjach sportowych, jak i cabrio.  W Kirunie i okolicach w sezonie letnim organizowane są spotkania pasjonatów zabytkowych aut. Kultura raggare, czyli fascynacja amerykańską popkulturą lat 50. XX w. cieszy się sporą popularnością w krajach skandynawskich.

Po posiłku ruszamy dalej w drogę. Mijamy teraz obszar, który rozciąga się na północ od Kiruny i zamknięty jest granicami Finlandii i Norwegii. Na mapie opisany jest jako Raketskjutfält, czyli rakietowy poligon. Zlokalizowane jest tu Centrum Kosmiczne Esrange (SSC Space) z rozbudowaną infrastrukturą do realizowania misji rakietowych. Od 1966 r. działa tu  lotnisko do wystrzeliwania rakiet sondażowych i balonów wysokościowych. Przeprowadza się testy silników rakietowych i wystrzeliwuje satelity. Jest to jedno z najbardziej wszechstronnych centrów kosmicznych na świecie, odgrywające kluczową rolę w światowych badaniach i rozwoju technologii kosmicznych. 

W wiosce Karesuando, najdalej na północ wysuniętej szwedzkiej miejscowości, przekraczamy granicę między Szwecją a Finlandią. Na zegarkach dodajemy 1h. Przejeżdżamy rzekę Muonio, która od teraz, aż do granicy, z Norwegią będzie towarzyszyła nam po lewej stronie. Jedziemy teraz centralnie na północ, w sam środek podwieszonego nad horyzontem słońca. Nie jest to łatwa jazda. Słońce świeci mocno, ograniczając widoczność. Wokół pasą się stada reniferów, a niektóre z nich spacerują po asfalcie. Jedziemy ostrożnie, przyglądając się otaczającej przyrodzie. Testujemy skuteczność zamontowanych w samochodzie ultradźwiękowych odstraszaczy zwierząt. Gwizdki sprawdzają się jak dotąd wyśmienicie. Leśne zwierzęta oddalają się od nas na bezpieczną odległość, a my czujemy że w ten sposób pomagamy sobie wzajemnie. 

Na chwilę zatrzymujemy się w Muotkatakka 565,8m n.p.m. – najwyżej położonym punkcie w fińskiej sieci drogowej. To popularne miejsce postojowe  z widokiem na jezioro Kilpisjärvi i norweskie góry.

 

 

 

 

"Nocne" słońce towarzyszy nam również w Norwegii, do której wjeżdżamy ok. g. 1 nad ranem. Tym razem cofamy zegarki o 1h. W miejscowości Skibotn spotykamy się z fjordem Lyngen, który dzieli ląd od Półwyspu Lyngen wąską i długa zatoką. Powierzchnia półwyspu zdominowana jest przez skaliste i urwiste Alpy Lyngeńskie (Lyngsalalpene), które miejscami pokryte są lodowcami. Zatrzymujemy się na chwilę, by przyjrzeć się malowniczej panoramie. Niezachodzące słońce jest dla nas wyjątkowym zjawiskiem. 

 

 

Wjeżdżamy we wschodnie ramię fjordu Lyngen, o nazwie Kåfjorden, na końcu którego leży stare górnicze miasteczko Birtavarre. W tej miejscowości skręcamy w drogę nr 7936, która prowadzi nas niezwykle malowniczą doliną Kåfjorddalen. Jedziemy wzdłuż głębokiego wąwozu rzeki Kåfjordelva, a na szutrowej drodze leżą stada owiec. Wychodzę z auta i proszę o udostępnienie przejazdu. Leniwie wstają, kładą się w bezpiecznym miejscu, głośno przy tym becząc.

 

 

Mijamy Ankerlię, skansen górnictwa rudy miedzi z przełomu XIX i XX wieku. Tuż obok znaki informują nas o moście Gorsabrua, który znajduje się na wysokości 153m nad wąwozem Gorza (najwyższym wąwozem w Europie Północnej), na końcu którego znajduje się 140-metrowy wodospad na rzece Gorzi.

Po 27km od Birtavarre dojeżdżamy na parking położony nad jeziorem Guolasjávri. Jest g. 2:30, kiedy w promieniach ciepłego słońca i towarzystwie wściekłych, żądnych naszej krwi komarów rozbijamy namiot, by nabrać sił na kolejną górską wędrówkę. Owady walczą zawzięcie o najmniejszą kropelkę życiodajnego płynu. Wchodzą do naszych oczu, uszu, nosa i ust. Spokój odnajdujemy dopiero w namiocie, do którego sprytnie się wślizgujemy. Mimo intensywnego słońca i bijących o namiot komarów, udaje nam się zasnąć. 

 

 

 

***

 

Słoneczna noc nad jeziorem Guolasjávri dodaje nam energii. Odpoczęliśmy wreszcie po długiej wędrówce ze schroniska (19 km) i przejeździe ze Szwecji przez Finlandię do Norwegii (ok. 500 km). Jesteśmy daleko za kręgiem polarnym, na lapońskiej ziemi wśród rozległych Gór Skandynawskich. Ogromne przestrzenie urozmaicają meandry potoków, jeziora i skrzące się w słońcu połacie śniegu. Okolica wygląda na bezludną. Jesteśmy tylko my i góry.

 

 

Haltiatunturi, po lapońsku Háldičohkka, zwana w skrócie Halti lub Haldi, patrzy na Finlandię z wysokości 1324 m n.p.m. Nie jest szczytem góry, leży na jej zboczu, na samej granicy z Norwegią. Kopiec graniczny posiada nr 303B.

W tym miejscu warto wspomnieć o inicjatywie Norwegii i Finlandii, dotyczącej przesunięcia o kilkaset metrów najwyższego punktu Finlandii na pobliski szczyt norweskiej góry Ráisduattarháldi 1331m n.p.m. W 2015 r. norweski geofizyk Bjørn Geirr Harsson zaproponował, by Norwegia przekazała fragment ziemi Finlandii, z okazji 100-lecia niepodległości tego kraju, obchodzonego w 2017 r. Byłby to symboliczny gest przyjaźni między narodami. Petycja zyskała ogromne poparcie społeczne w obu państwach. Niestety w  2016 r. ówczesna premier Norwegii Erna Solberg poinformowała o negatywnej decyzji popartej zapisem w konstytucji, która stanowi, że terytorium kraju jest niepodzielne, a zmiana przebiegu granicy wymagałaby zmiany obowiązującego prawa. Mimo, że petycja zakończyła się niepowodzeniem, kampania odniosła społeczny sukces, będąc świadectwem przyjaznych stosunków fińsko-norweskich, bez względu na granice.  

Śniadanie z widokiem na góry jest zawsze najsmaczniejsze. Jemy pożywną jajecznicę, przygotowujemy prowiant i omawiamy plan wycieczki. Po Kebnekaise Halti wydaje nam się łatwą górą. Nie imponuje wysokością, trudnościami technicznymi, ani odległością. Trochę ją lekceważymy, a nie powinniśmy.

 

 

Z parkingu Guolasjávri wyruszamy około południa. Towarzyszy nam błękit nieba i intensywne słońce. Przy parkingu znajduje się kilka ciekawych tablic informacyjnych. Zapoznajemy się z historią Ráisduottarháldi Landskapsvernområde (Obszaru Chronionego Krajobrazu Raisduottarhaldi) i Reisa Nasjonalpark (Parku Narodowego Reisa), które sąsiadują ze sobą. Jest też niezwykle istotna tablica opisująca przebieg szlaku na szczyt Halti. Niestety robimy jej tylko zdjęcie, nie skupiając się na treści. I to jest nasz błąd.

 

 

Obszar Chronionego Krajobrazu Raisduottarhaldi powstał w 1986 r. i zajmuje powierzchnię ok. 80km2. Celem jego powstania jest zachowanie unikalnego, wysokogórskiego obszaru o cennym dziedzictwie przyrodniczym. Krajobraz pełen jest ozów, moren i innych osadów lodowcowych. W rejonie nie ma lasu, a roślinność jest uboga. Oprócz wypasanych cały rok reniferów spotkać można tu m.in.: rosomaki, rysie, lisy i pardwy.

 

 

Park Narodowy Reisa nie leży bezpośrednio na naszej trasie, ani nie jest z niej widoczny. To rozległa, żyzna dolina na górzystym płaskowyżu. Jej widok z Haltiatunturi zasłania grań najwyższego szczytu fińskiego Ritničohkka 1317m n.p.m.  Zalesiony, pełen zieleni park Reisa jest zupełnym przeciwieństwem skalnego krajobrazu Raisduottarhaldi.

 

 

Ruszamy w drogę, którą wskazuje nam zielony szlakowskaz „Halti 6km”. Początkowo idziemy ukwieconą, zieloną łąką, którą przecina krystalicznie czysty potok. Dochodzimy do płotu ograniczającego migrację reniferów i przechodzimy przez furtkę. Płot jest istotnym elementem naszego szlaku, bo bywa też szlakowskazem. A tabliczek i malowanych znaków na trasie nie ma. Oprócz ogrodzenia, drogę wskazują nam kopczyki ułożone z kamieni. Dopóki jest trawa, kopczyki są widoczne. Ale im wyżej, tym przybywa kamieni, na których nie ma wydeptanej ścieżki.

 

 

 

 

Po osiągnięciu grzbietu naszym oczom ukazuje się, zdający nie mieć końca, kamienny płaskowyż. Otacza nas morze gruzu, które przecięte jest jedynie płotem. Widzimy drewniane słupki i rozciągniętą drucianą siatkę. Kamienie są wszędzie. Mniejsze, większe, lekkie, ciężkie, do wyboru, do koloru. Intensywnie szukamy piramidek, które zlewają się z gołoborzem. Powoli tracimy orientację w terenie. Na domiar tego, nie mamy zasięgu, a zapomnieliśmy ściągnąć mapę w wersji offline. Wyciągam z plecaka drukowane wcześniej opisy z blogów, które są dla nas cenną wskazówką. Szukamy na widocznych wzniesieniach kamiennego cokołu na kształt tego, który widnieje w książeczce Korony Europy i na blogowych zdjęciach. Czasami łapiemy słaby zasięg, a wtedy widzimy mniej więcej naszą pozycję na mapie. Błądzimy w ogromnej kupie kamieni, a chodzenie po nich po pewnym czasie zaczyna nas męczyć. Wiele z nich leży luźno i chwieją się wytrącając nas z równowagi. Często między kamienie wciskają się nasze kije i stopują nas w najmniej oczekiwanym momencie.

 

 

 

 

Olbrzymie rumowisko kamieni zdaje się nie mieć końca. Nerwowo zerkamy na zegarek z nadzieją na zasięg.  Zdobywamy jeden ze szczytów, który wydawał nam się tym właściwym. Nie jesteśmy jednak tu, gdzie chcieliśmy. Ale łapiemy nikły zasięg z majaczącego w oddali fińskiego przekaźnika i odnajdujemy granicę norwesko-fińską. Widzimy światełko w tunelu. Wiemy, że w tym całym polodowcowym gruzie znajdziemy w końcu nasz cel.

 

 

Wreszcie widzimy przed sobą cokół Haltiatunturi i po 4 godzinach spaceru po kamieniach zdobywamy najwyższy punkt Finlandii. Stoimy przy granicznym kopcu nr 303B na wysokości 1328m n.p.m., z którego widzimy najwyższy fiński szczyt Ritničohkka 1317m n.p.m., niższe Etu-Halti 1200m n.p.m. i Govddošgáisi 1190m n.p.m. oraz liczne jeziora. Teren obniża się i wypłaszcza. 

 

 

 

Stoimy na szczycie i podziwiamy surowy, polodowcowy krajobraz. Rumowiska, które powstały na skutek wietrzenia mrozowego, kiedy to woda wnikała w szczeliny skalne, zamarzała, zwiększała objętość i rozsadzała skały. Piargi, tzw. gruz stokowy jest tu wszechobecny.  To kamienna pustynia, wyjątkowy krajobraz, który stworzyła natura.

Robimy zdjęcia na cokole i wpisujemy się do zeszytu zdobywców szczytu, który znaleźliśmy w stalowej skrzynce. Odpoczywamy na drewnianej ławeczce i cieszymy się, że sprzyja nam pogoda. Jest słońce i dobra widoczność. Zdobyliśmy cel, mimo naszej słabej tym razem logistyki.

 

 

Czas ruszać. Powrót jest łatwiejszy. Poznajemy drogę, którą szliśmy i punkty orientacyjne. Widzimy też piramidki, które z tej perspektywy wydają się bardziej zauważalne. Jest płot, a w oddali błyszczy tafla jeziora Guolasjávri. Przechodzimy przez śnieżne pola i słuchamy roztopowych potoków płynących pod nami. Uważamy na ruchome kamienie, które wciąż ćwiczą naszą równowagę. I tak samo siłujemy się z kijkami, wyciągając je ze szczelin.  

 

 

 

Wśród skał wypatruję maleńką, roślinną piękność. To jaskier lodnikowy (Ranunculuc glacialis), rzadki gatunek, którego spotkać można na piargach i osypiskach granitowych kamieni. Jego nazwa pochodzi od łacińskiego słowa glacies oznaczającego lód i nawiązuje do występowania tego gatunku w najwyższych partiach górskich i obszarach arktycznych. Co ważne, jest rośliną trującą, zawierającą ranunkulinę.

 

Do parkingu docieramy po 3h od szczytu Haltiatunturi. Strudzeni nie tylko fizycznie. Utrzymanie równowagi na chybotliwych kamieniach wyczerpało nas też psychicznie. Na szczęście kostki mamy całe, mimo wielu ryzykownych sytuacji. Przechodzimy przez furtkę i zamykamy ją, kończąc symbolicznie przygodę. Gdy mijamy szlakowskaz na Halti, zwracamy uwagę na tablicę, którą zlekceważyliśmy na początku wędrówki. Jej przeczytanie mogło ułatwić nam drogę.

 

 

Przytoczę przetłumaczoną treść, bo może stać się wskazówką dla kolejnych zdobywców Haltiatunturi:

 

„Szlak biegnie po zachodniej stronie wzdłuż ogrodzenia dla reniferów i biegnie przez około 1 km. Należy przejść przez bramę tuż przy parkingu. Od ogrodzenia należy kierować się na południowy zachód, kierując się znakami, w górę zbocza góry. Pierwsze podejście jest najbardziej stromym odcinkiem wędrówki. Szlak biegnie dalej w kierunku koryta rzeki, gdzie krzyżują się dwa ogrodzenia dla reniferów, około 2 km od szczytu. Trasa skręca w lewo wzdłuż koryta rzeki i ogrodzenia. Podążaj za oznaczeniami, które stopniowo oddalają się od ogrodzenia dla reniferów i prowadzą na południe w kierunku Halti. Szczyt jest oznaczony żółtym kopcem kamieni. Ze względów bezpieczeństwa i ze względu na pasące się w okolicy renifery zaleca się podążanie oznakowanym szlakiem. Wędrówka jest dość wymagająca, ponieważ większość szlaku wiedzie przez skały”.

 

Warto czytać tablice, przyglądać się rysunkom i zdjęciom. My wyciągamy wnioski i obiecujemy sobie nie lekceważyć w przyszłości cennych wskazówek.

Przy drewnianej wiacie organizujemy obiad i zajadamy się spaghetti z pomidorowym sosem. Przepakowujemy bagaże i przygotowujemy na długą podróż do Warszawy.

 

 

 

Opuszczamy parking w Guolasjávri i wjeżdżamy w piękną dolinę Kåfjorddalen prowadzącą nas do Birtavarre. Mijamy liczne stada owiec i zachwycamy się szutrową drogą, która wije się jak wstążeczka. Docieramy do fiordu Lyngen, skręcamy w drogę E08, która wiedzie do granicy z Finlandią i dalej jedziemy na południe. W lusterkach towarzyszy nam polarne słońce, przechodzące leniwie poboczem renifery i przebiegające zające. Mijamy fiński Arctic Circle, kończąc naszą polarną przygodę. Za Oulu odbijamy na Helsinki i promem przepływamy do Tallina. Przejeżdżamy Estonię, Łotwę i Litwę a następnie w Budzisku przekraczamy polską granicę i kierujemy się prosto do Warszawy.

 

 

INFORMACJE PRAWNE

 

Wszystkie materiały na tym blogu są  własnością autorów i nie mogą być wykorzystywane bez ich zgody. 
Kopiowanie, powielanie i wykorzystywanie treści oraz zdjęć bez zgody autorów jest prawnie zabronione.

Created by: cdx.pl