Alpy Julijskie
24.09.2022 r.
Szczyt: TRIGLAV
Państwo: Słowenia
Pasmo: Alpy Julijskie
Wysokość: 2864m n.p.m.
Trasa: Dolina Krma parking Pri lesi 950m - chata Prgarca 1763m - Konjsko Sedlo 2020m - Dom Planika 2408m - Triglavska Vrata 2581m - Mali Triglav 2739m - Triglav 2864m - Mali Triglav 2739m - Dom na Kredarici 2515m - Kalvarija - Ulice - chata Prgarca 1763m - Dolina Krma parking Pri lesi 950m
Dystans: 17,8km
Wznios: 1931m
Czas: 16h0min
Data zdobycia: 24.09.2022 r.
Do Słowenii jedziemy przez Czechy i Austrię. Po przejechaniu nieco ponad 1000 km w 11 godzin, parkujemy pod domem w miejscowości Hrušica. Wynajęte mieszkanie jest przestronne i ma duży taras z widokiem na dolinę rzeki Sawa (Sava Dolinka), w rejonie Doliny Górnej Sawy położonej pomiędzy Alpami Julijskimi a Karawankami.

Hrušica to ustronna wioska w gminie Jesenice. Oprócz domów mieszkalnych znajduje się tu południowy portal tunelu kolejowego Karawankentunnel (Tunel Karawanki), który łączy Austrię i Słowenię. Wybudowany w latach 1901-1906, jednotorowy tunel o długości 7976m, stanowi kluczowy element historycznej linii kolejowej z Pragi do Triestu. Nieopodal znajduje się również tunel drogowy Karawanki o długości 7864m, którym wjechaliśmy do Słowenii. Mimo tak istotnego dla komunikacji miejsca, panuje tu cisza i spokój. Dolinę otaczają góry, a nieopodal przebiega granica Triglavskiego Parku Narodowego.
Po zaopatrzenie jedziemy do pobliskiego miasta Jesenice. Kupujemy jedzenie i słoweńskie białe wino, które nalewamy samodzielnie z nalewaka do plastikowej butelki. Nie jesteśmy ani znawcami, ani miłośnikami tego trunku, ale sposób dystrybucji bardzo nas zaciekawił. Wino pochodzi z największej winiarni w kraju - Klet Brda, zlokalizowanej pomiędzy Alpami a Adriatykiem w zachodniej Słowenii.
Wieczorem spotykamy się na campingu Kamne w Dovje z przewodnikiem, z którym wejdziemy razem na Triglav. Przechodzimy krótkie szkolenie techniczne i umawiamy się na wspólny trening na ferratach w dniu jutrzejszym.
***
O g. 9 meldujemy się w Dovje i jedziemy razem do Mojstrany na pierwszą ferratę.


Ferata Mojstrana (Aljaževa) ma stopień trudności B i jest idealna na rozgrzewkę. Trasa o długości 250m po godzinie wyprowadza nas na szczyt Grančišče 713m n.p.m., skąd rozpościera się piękny widok na wioskę Mojstrana, Alpy Julijskie i Karawanki. Znajduje się tu miniaturowy Aljažev Stolp, wykonany na wzór schronu stojącego na szczycie Triglava oraz maszt ze słoweńską flagą. Wpisujemy się do pamiątkowej książki, którą znajdujemy w metalowej budce i po krótkim odpoczynku schodzimy zacienioną leśną ścieżką do parkingu przy Slovenski planinski muzej w Mojstranie. Mamy chwilę, by obejrzeć ekspozycję.

Slovenski planinski muzej (Słoweńskie Muzeum Górskie) to placówka poświęcona alpinizmowi i ratownictwu górskiemu. Otwarta została w roku 2010, w 115 rocznicę otwarcia Aljažev Stolp na szczycie Triglava. Ekspozycja pozwala zapoznać się z historią rozwoju słoweńskiego alpinizmu, turystyki pieszej, ratownictwa górskiego i przyrody słoweńskich gór. Bogata jest w artefakty, galerie fotograficzne, filmy, książki i liczne materiały archiwalne. Na miejscu organizowane są wydarzenia, wykłady, wystawy i prezentacje. Mieści się tu także centrum informacyjne oraz biuro górskich przewodników. Zarówno w środku, jak i na zewnątrz budynku teren jest bardzo ciekawie zagospodarowany.
Po obejrzeniu muzeum jedziemy do sąsiedniej wioski Gozd Martuljek. Znajduje się tu nasza druga treningowa ścieżka - Ferata Hvadnik, prowadząca wzdłuż potoku Hladnik do chatki Krmiše. Tym razem podnosimy poziom trudności do B/C. Przed nami pół kilometra atrakcji po skalnych półkach i wiszących mostkach. Przejście zajmuje nam 1,5 godziny. Przy chatce Krmiše uśmiech mamy od ucha do ucha. Pełni endorfin cieszymy się także malowniczym widokiem na grupę Martuljek Alp Julijskich. Odpoczywamy leżąc na trawie i patrząc na płynące po niebie baranki.


Schodząc możemy jeszcze przyjrzeć się poprowadzonej po sąsiedzku żelaznej drodze o nazwie Ferata Jerm’n o stopniu D/E z przeznaczeniem dla zaawansowanych wspinaczy. Trasa jest krótka (220m) i wymagająca. Prowadzi niemal pionową ścianą na całej długości, przechodzi przez dwa mostki i mija spory wodospad. Oprócz dawki adrenaliny oferuje także piękne widokowo górskie krajobrazy. Przez chwilę podpatrujemy wspinaczy, którzy zmagają się z ferratą.
Po powrocie do domu, wieczór spędzamy na tarasie. Nie przedłużamy dnia, powinniśmy położyć się wcześniej, by nabrać sił na jutrzejszą triglavską przygodą. Przed nami krótka noc.
***
Budzik dzwoni o g. 4:00. Przez chwilę nie wiem, gdzie jestem. Jest środek nocy i moment, gdy sen zdaje się być najmocniejszy. Zanim wstanę, leżę i wyobrażam sobie dzisiejszy dzień. Pomału, pomału się rozbudzam. Na szczęście plecaki są już spakowane. Przygotowane jest też ubranie. Po szybkim śniadaniu wsiadamy do auta. Z przewodnikiem umówieni jesteśmy na kempingu w Dovje o g. 5:00.
Z Dovje blisko jest do Mojstrany, z której wyjeżdżamy drogą nr 907 i przekraczamy granicę Triglavskiego Parku Narodowego w dolinie Radovna.
Triglavski narodni park (TNP) obejmuje znaczną część Alp Julijskich w północno-zachodniej części kraju. Nosi nazwę najwyższego szczytu kraju - Triglav 2864m n.p.m., który jest jednocześnie symbolem państwa. Zajmuje 838,07 km2, co stanowi ok. 4% powierzchni całej Słowenii. Jest to jeden z najstarszych parków narodowych w Europie, założony w 1924 roku. Zajmował wówczas zaledwie 14 km2 powierzchni i chronił jedynie Dolinę Jezior Triglavskich. Obecny kształt parku funkcjonuje od 1981 r. Teren zdominowany jest przez wysokie alpejskie szczyty (znaczna ich część osiąga wysokości powyżej 2000m n.p.m.), ma wiele skalistych wąwozów, głębokich dolin, potoków, jezior i łąk. Na terenie TNP występuje około 1600 gatunków roślin i żyje ponad 7000 gatunków zwierząt, m.in.: niedźwiedzie brunatne, jelenie, lisy, świstaki i głuszce.
Tuż przed wioską Zgornja Radovna odbijamy w dolinę Krma i jedziemy szutrową drogą. Za kilkoma zabudowaniami wsi Bišček przejeżdżamy nad potokiem Kotarica, który przypływa tu z sąsiedniej doliny Kot (po słoweńsku „róg”). Jedziemy powoli, uważając na nierówne podłoże. Do leśnej drogi dołącza teraz potok Krmarica, który prowadzi nas w kierunku swojego źródła. Na wysokości 892m n.p.m. mijamy pierwszy parking przy schronisku Kovinar. Budynek, w którym się mieści, wybudowany został w roku 1959 przez robotników huty żelaza Jesenice. Pierwotnie w tym miejscu stał pasterski szałas. O tej porze schronisko jeszcze śpi, a przed wejściem tli się światełko.
Po minięciu kolejnych dwóch leśnych parkingów, pokonaniu ponad 6 kilometrów od zjazdu z asfaltowej drogi i pokonaniu ok. 150m przewyższenia, zatrzymujemy się na ostatnim postoju o nazwie Pri Lesi. Jest g. 6:30, wokół nas jest szarówka, ale słońce już wstało i daje o sobie znać oświetlając wysokie, alpejskie granie. Zanim się jednak spotkamy z jego ciepłymi promieniami, upłynie trochę czasu. Jest zimno, temperatura wynosi 0oC. Niebo jest bezchmurne i wróży nam piękny dzień. Ruszamy z wysokości ok. 950m n.p.m.
Początek szlaku wiedzie polodowcową doliną Krma, leżącą w całości na terenie TNP. Jej nazwa pochodzi prawdopodobne od słowa „karma” (co w istryjskim języku romańskim oznacza „szczelinę skalną”) lub „krma” (oznaczającym po słoweńsku „paszę” i nawiązującym do pasterskiej działalności w tym regionie). Dolina Krma jest najdłuższą i najbardziej wysuniętą doliną w pobliżu Mojstrany, prowadzącą na szczyt Triglav. Pozostałe dwie to doliny Kot i Vrata.

Jesteśmy na początku drogi, gdy przypominam sobie, że po raz pierwszy zapomniałam spakować do plecaka naszych książeczek Korony Europy. Nie mogę przeboleć swojego roztargnienia i strasznie marudzę. Wiem, że po drodze odwiedzimy schroniska, gdzie będzie okazja przybić pieczątki. Na szczęście znajduję w plecaku karteczki, które ratują mnie w tej sytuacji. Zbierać będę na nich pamiątkowe stemple, a potem przypnę je do książeczek. Ta myśl wreszcie mnie uspokaja i mogę skupić się na podchodzeniu.
Szlak oznaczony jest białym kółkiem w czerwonej otoczce. Idziemy kamienistą ścieżką przez bukowo-sosnowy las. Po mniej więcej godzinie marszu wychodzimy z lasu na polanę z punktem widokowym. Wokół nas trawę zdobi szron, który malowniczo osiadł na źdźbłach, tworząc kryształowy dywan. Jesteśmy na wysokości 1340m n.p.m. i od parkingu Pri Lesi dzielą nas prawie 3km. Stoimy przed imponującymi skalnymi ścianami o wierzchołkach sięgających ponad 2000m n.p.m., oświetlonymi malowniczo promieniami słońca. Za naszymi plecami ciągnie się długa i głęboka dolina Krma okryta jeszcze porannym cieniem i chłodem. Nie jesteśmy zdecydowani, który widok jest piękniejszy, ten przed, czy za nami.


Na wysokości ok. 1560m n.p.m. dochodzimy do rozwidlenia szlaków. W lewo ścieżka prowadzi do schroniska Vodnikov dom na Velem polju 1817m n.p.m., a w prawo, gdzie idziemy, przez chatę Prgarca i dalej na Konjsko sedlo.
O g. 9:00 stoimy przed zamkniętą pasterską chatą Prgarca na wysokości 1763m n.p.m., gdzie urządzamy sobie 10 minutowy postój. Doszliśmy w końcu do granicy cienia i możemy pogrzać się w promieniach słońca. Drewniana chata stoi na Planina Zgornja Krma, gdzie swój początek ma dolina Krma. Są tu ślady wypasu krów i betonowe wodopoje, w których schładzamy sobie dłonie.

Dalej ścieżka ma stromszy charakter, jest piarżysta, a luźne kamienie osuwają się spod stóp. Pojawia się piętro kosodrzewiny i coraz szersza panorama na alpejskie szczyty. Słońce grzeje coraz mocniej.

Docieramy na Konjsko sedlo 2020m n.p.m., przełęcz położoną w masywie Triglava. Ma postać skalistego, surowego plateau, otoczonego wapiennymi szczytami. Jest to ważne skrzyżowanie szlaków. Do schroniska Dom Planika, do którego zmierzamy, mamy stąd godzinę drogi. Pod szlakowskazem stoimy przez chwilę w pełnym słońcu i przyglądamy się naszej drodze na papierowej mapie Alp Julijskich. Wokół nas pojawiły się pierwsze śnieżne łachy. Zaledwie 2 tygodnie temu spadł tu pierwszy po lecie śnieg.


Alpy Julijskie to część Południowych Alp Wapiennych, które mają długość około 100km. Zajmują powierzchnię około 4400 km2., z czego 2858km2 należy do Słowenii, a reszta leży po włoskiej stronie. W Słowenii znajdują się główne masywy, w tym najwyższym szczyt Triglav 2864 m n.p.m.
Rzeźba Alp Julijskich jest bardzo zróżnicowana. Teren jest wysokogórski, ukształtowany przez lodowce i procesy krasowe. Dominują wapienne ściany, ostre granie, głęboko wcięte doliny u-kształtne oraz skaliste szczyty. Góry często określane są jako „suche”, gdyż woda opadowa bardzo szybko wsiąka w szczeliny skalne, co powoduje, że brak jest wód powierzchniowych (potoków i źródeł), a krajobraz sprawia wrażenie suchego i surowego. Teren Alp Julijskich wykorzystywany jest głównie w leśnictwie, hodowli zwierząt i turystyce.
Z przełęczy Konjsko sedlo ruszamy dość stromą i kamienistą ścieżką. Otaczają nas skalne rumowiska i liczne głazy, sprawiające wrażenie księżycowego krajobrazu. Szlak prowadzi zakosami, monotonnie zdobywając wysokość. Idziemy w pełnym słońcu. W końcu za wzniesieniem pojawia się zwieńczenie dachu schroniska, a krok po kroku cały budynek Domu Planika.


Dom Planika pod Triglavom leży na wysokości 2401m n.p.m., na płaskowyżu Ledine (Spodnje Ledine) pod południową ścianą Triglava. Jego bogata historia sięga roku 1871, kiedy wybudowano w tym miejscu pierwsze schronisko zwane „Triglavską świątynią”. W międzyczasie przeszło kilka zmian w zabudowie i nazwie. Obecna nazwa nadana została w 1945 roku. Schronisko czynne jest od końca czerwca do końca września. Oferuje noclegi i ciepłe posiłki. Dzięki swej lokalizacji jest doskonałą bazą wypadową w Alpach Julijskich.

Do Domu Planika dochodzimy na g. 11:20. Przy budynku właśnie ląduje helikopter z zaopatrzeniem. Stajemy i przyglądamy się niecodziennej dla nas sytuacji. Po chwili startuje, wznosząc się nad skalnymi graniami i znika nam z oczu.

Wchodzimy do schroniska i kupujemy zupę. Jej ciepło przyjemnie wypełnia nam żołądki. Czeka nas teraz odcinek szczytowy, na który powinniśmy być energetycznie przygotowani. Od parkingu Pri Lesi minęło już prawie 5 godzin intensywnej wędrówki. Jemy i odpoczywamy. Ubieramy się cieplej, na zewnątrz schroniska zakładamy uprzęże, lonże i kaski, a w rękach mamy kijki trekkingowe. Po 40 minutach gotowi jesteśmy do drogi. Według szlakowskazu z Domu Planika (przez Mali Triglav) na Triglav jest półtorej godziny. Jasna i sucha wapienna ściana masywu właśnie okrywa się chmurą.

Idziemy kamienną ścieżką, która miejscami pokryta jest śniegiem. Przed Triglavską vratą 2581m n.p.m. wpinamy się w ferratę. Jest tu wąski skalny przełom, który w tej chwili się korkuje. W tym samym czasie kilka osób wchodzi i schodzi, a każdy chce być wpięty w jedną stalową linę. Czekamy chwilę na bezpieczne rozładowanie zatoru.
Po 250m spotykamy się ze szlakiem prowadzącym ze schroniska Dom na Kredarici, którym będziemy wracać. Po kolejnych 100m i przejściu ścieżki lawirującej między skałami, stoimy na wierzchołku Mali Triglav 2739m n.p.m. Jest to tzw. „przedwierzchołek” w masywie Triglava. Zaczyna się tu eksponowana, ostra grań prowadząca na najwyższy słoweński szczyt. Trasa jest dobrze ubezpieczona, ale wymaga pewnego kroku. Oferuje cudowne widoki, połączone z dużą ekspozycją. Przy grani pojawiają sie pojedyncze chmurki i podmuchy wiatru. Uważamy na luźne kamienie, które znienacka potrafią uciec spod stopy. Nasz zmysł równowagi jest w tej chwili ostry jak brzytwa. Na trasie jest kilka osób, z którymi musimy bezpiecznie się minąć, przepinając się na ferracie. Około 100m przed szczytem przechodzimy obok Triglavsko okno, charakterystycznego skalnego otworu. Wygląda malowniczo na tle błękitnego nieba.


Cały grzbietowy odcinek Mali Triglav – Triglav ma ok. 530m długości, a jego przejście jest dla nas fantastycznym doświadczeniem.
Na przyprószonym śniegiem szczycie Triglavu 2864m n.p.m. stajemy o g.14:30. Siadamy z wrażenia, zaskoczeni pięknem, jakie nas otacza. Nad nami rozpościera się niebieskie niebo, a pod nami rozciąga dywan z białych obłoków, które przesuwając się z wiatrem prezentują zmieniającą się panoramę. Widać Alpy Julijskie, Alpy Kamnicko-Sawińskie, Karawanki, Dolomity oraz Wysokie Taury z najwyższym szczytem Austrii - Groβglockner. Na horyzoncie błyszczą wody Zatoki Triesteńskiej na Morzu Adriatyckim, która oddalona jest o ok. 70km. Od północy zbocze Triglavu opada ponad 1000-metrową ścianą, a w pobliżu kopuły leżą resztki lodowca Triglavski ledenik. Szczyt zdobi Triglavski stolp, który stoi tu od 1895 roku.

Triglavski stolp, tzw. Aljažev stolp to cylindryczna wieża z blachy służąca za schronienie w przypadku nagłego pogorszenia pogody. Postawił go Jakob Aljaž (1845-1927), słoweński ksiądz rzymskokatolicki, kompozytor i alpinista, który odkupił szczyt Triglava o powierzchni 16m2 od gmin Dovje i Mojstrana. Koszt inwestycji wyniósł podobno 1 goldinara, co w XIX wieku można było przeliczyć na 10l mleka lub 50 kurzych jaj. Zakup miał zabezpieczyć grunt przed zajęciem go przez niemieckich alpinistów. W XIX wieku okoliczne tereny należały bowiem do licznej społeczności niemieckiej, która eksplorowała Alpy Julijskie i wytyczała tu nowe szlaki. Czyn Aljaža odegrał znaczącą rolę w ustanowieniu Triglava jako jednego z najważniejszych symboli narodowych. Wizerunek szczytu znajduje się w herbie i na fladze Słowenii.

Triglav po słoweńsku znaczy „Trójgłowy”, co nie znaczy, że posiada trzy wierzchołki. Jego nazwa wiąże się ze średniowiecznymi słowiańskimi wierzeniami, wg których góra była siedzibą potężnego Trojana, pogańskiego bóstwa wody, ziemi i podziemi. Nazwa Triglav pojawiła się po raz pierwszy w 1573 roku, natomiast pierwsze wejście na wierzchołek nastąpiło w roku 1778. Dokonał tego austriacki lekarz, botanik i prekursor alpinizmu – Balthasar Hacquet. Triglav pełni ważną rolę w tożsamości Słoweńców. Jego zdobycie jest wg wielu potwierdzeniem patriotyzmu. Łącznie z turystami z całego świata, rocznie wspina się na niego ponad półtora miliona osób. Stojąc w tej chwili na jego szczycie, dołączamy do tego szacownego grona.

Na szczycie spędzamy pół godziny. Robimy zdjęcia, przybijamy pieczątkę, delektujemy się chwilą. Towarzyszy nam wieszczek (Pyrrhocorax graculus), czarny ptaszek z żółtym dziobem i czerwonymi nóżkami. To wysokogórski ptak krukowaty, wielkości naszej rodzimej kawki. Zamieszkuje góry Europy i Azji na granicy lasu i wiecznego śniegu. Szybuje wykorzystując prądy powietrza, a gniazduje w jaskiniach i skalnych szczelinach. Nie boi się człowieka, często podchodząc w poszukiwaniu resztek pożywienia.
Powoli przybywa chmur, na szczęście białych obłoczków. Przysłaniają widoki, ocierają się o triglavską grań i przytulają do skalnych zboczy. Czas ruszać w drogę powrotną. Jesteśmy dopiero na półmetku, a przed nami długie zejście.
Wracamy najpiękniejszą z grani, podziwiamy przepaści, cudowne widoki i Triglavskie okno, z każdym krokiem oddalając się od Triglavu. Mijamy wierzchołek Mali Triglav 2739m n.p.m. i dochodzimy do rozstaju szlaków. W prawo odbija ścieżka prowadząca do Domu Planika, skąd przyszliśmy, natomiast w lewo prowadzi do schroniska Triglavski dom na Kredarici, gdzie zmierzamy. Przed nami ponad 500m szlaku. Po drodze zatrzymujemy się na chwilę, by uzupełnić ferratowe szkolenie o elementy zejścia na linie. Nasz przewodnik znajduje dogodne miejsce, przygotowuje stanowisko i asekuruje nas na ściance. Takie ćwiczenie w naturalnych warunkach to dla nas świetne doświadczenie. Uśmiechy mamy od ucha do ucha. Z kolejną dawką pozytywnej energii idziemy w dół w kierunku schroniska.

Triglavski dom na Kredarici znajduje się na wysokości 2515m n.p.m. pod szczytem Kredarica 2540m n.p.m. i jest najwyżej położonym słoweńskim schroniskiem turystycznym. Obiekt wybudowany został w 1896 roku według pomysłu wspomnianego wcześniej księdza Jakoba Aljaža. Od tego czasu przeszedł kilka modernizacji i powiększeń przestrzeni, a w roku 1909 przyjął obecną nazwę. Schronisko jest otwarte cały rok, regularnie pracuje w okresie letnim, a poza sezonem bywa obsługiwane przez meteorologów z pobliskiej stacji. Oferuje noclegi i ciepłe posiłki. Obok schroniska siedzibę ma wspomniana stacja meteorologiczna Kredarica działająca od 1954 roku, która jest najwyższym stałym miejscem pracy w Słowenii. W bliskim sąsiedztwie stoi także najwyżej położona w Słowenii kaplica - Kapela Marije Snežne, która jest ważnym miejscem dla słoweńskiej społeczności wspinaczkowej. To jeszcze nie wszystko. W pobliżu zabudowań znajduje się jeszcze Ivačičeva jama, jaskinia o długości około 130 metrów w kształcie podkowy, posiadająca dwa wejścia. Wewnątrz znajduje się duża sala zawaliskowa oraz platforma lodowa, która często przekształca się w strome lodowe zjeżdżalnie. W jaskini przeprowadzano badania geochemiczne, w tym analizę lodu jaskiniowego.

Przed wejściem do schroniska zwracam uwagę na ciekawą tablicę informacyjną przedstawiającą Triglavski ledenik. To drugi co do wielkości lodowiec Słowenii. Kiedyś sięgał podnóża wschodniego grzbietu pomiędzy Triglavem a Malim Triglavem i schodził na północną stronę grani. Obecnie jego pozostałości znajdują się po północno-wschodniej stronie pod szczytem Triglava. Lodowiec pochodzi z okresu MEL (Małej Epoki Lodowej), który w Alpach przypadł na okres od XIV do połowy XIX wieku. Mroźne zimy i chłodne lata spowodowały wówczas znaczny wzrost lodowców, co związane było ze zmianami oscylacji północnoatlantyckiej oraz spadkiem aktywności słonecznej. Obecne ocieplenie klimatu powoduje znaczne jego kurczenie. W 1992 roku rozpadł się na dwie części, a po roku 2010 jego powierzchnia wynosi zaledwie 1 hektar. Oglądamy zdjęcia lodowca na tablicy i wyniki badań lodowej masy. Jego stara, ludowa nazwa to Zielony Śnieg, która pochodzi od niebiesko-zielonej barwy firnu.

W schronisku zamawiamy ciepłą zupę i gorącą herbatę. Przyglądamy się mapie i analizujemy drogę powrotną. Do parkingu Pri lesi pozostało nam jeszcze 9 kilometrów.
Przybijamy na kartkach pamiątkową pieczątkę i o g. 18 opuszczamy Triglavski dom na Kredarici. Nasz szlak okrył się już cieniem, a słońce oświetla tylko najwyższe granie. Jesteśmy ciepło ubrani, bo wraz z cieniem spadła temperatura powietrza. Schodzimy powoli podpierając się kijami, a wokół nas stoją suche wapienne skalne ściany, przyozdobione białymi śnieżnymi łachami. Przemierzamy te księżycowe przestrzenie w niesamowitej ciszy, która panuje pomiędzy skalnymi ścianami.


Schodzimy przez Kalvarija i Ulice, ścieżką po zboczu Arhova glava (alternatywa dla szlaku przez Murava). Robi się ciemno i wyjmujemy czołówki. Idziemy świecąc pod nogi wąskim snopem światła. Uważamy na luźne kamienie, o które czasami w ciemności się potykamy.
Po 3 kilometrach od schroniska na Kredarici dochodzimy do pasterskiej chaty Prgarca 1763m n.p.m. Jest g. 20:00. Przy budynku spotykamy parę, która nie ma przy sobie żadnego źródła światła, oprócz latarki w komórce i słabej baterii, która za chwilę przestanie działać. Dajemy im naszą dodatkową, naładowaną czołówkę i zapasową latarkę, które ratują ich z opresji. Schodzą za nami w wolniejszym tempie. Wiemy, że ktoś czeka na nich na parkingu. Od chaty Prgarca do parkingu Pri Lesi mamy jeszcze ok. 5 kilometrów wędrówki w dół doliny Krma.
W czasie marszu przez ciemny las towarzyszą nam przejmujące odgłosy rykowiska. Wrzesień to czas godowy jeleni, kiedy samce wydają charakterystyczne dźwięki. Głośne, basowe, przeciągłe ryczenie roznosi się echem po całej dolinie. Brzmią jak głęboki, chropowaty ryk podobny do odgłosów niedźwiedzi. W ten sposób samce demonstrują swoją siłę i dominację, odstraszają konkurentów i wzywają do walki. Najintensywniej ryczą tuż przed zachodem i o świcie, ale zdarza się, że rykowisko trwa całą noc.
Na parkingu Pri lesi, oprócz naszego samochodu, stoi także auto czekające na parę, której pożyczyliśmy czołówkę i latarkę. By dodać otuchy schodzącym i oznaczyć metę, auto stoi na światłach i czasem słychać dźwięk klaksonu. Dzięki temu również i my możemy ocenić odległość.
Przy samochodzie jesteśmy ok. g. 22:30. Tuż po nas dociera para, która z wdzięcznością oddaje nam pożyczone źródła światła. Stoję ledwo na nogach, które trzęsą mi się jak galareta. Za nami całodniowa wędrówka, trwająca równo 16 godzin. Wsiadamy do auta i powolutku zjeżdżamy 6-kilometrowym odcinkiem szutrowej, leśnej drogi. Dojeżdżamy do asfaltu w dolinie Radovna, przejeżdżamy przez Mojstranę i dojeżdżamy do campingu Kamne w Dovje, gdzie zostawiamy naszego przewodnika. W Hrušice meldujemy się około północy po prawie 20 godzinach od zamknięcia drzwi. Po szybkiej kąpieli padamy zmęczeni i momentalnie zasypiamy. To był rekordowo długi dzień.
***
Ostatni dzień naszego pobytu w Słowenii spędzamy na regeneracji. Niespiesznie wstajemy, jemy śniadanie i jedziemy do pobliskiego miasteczka Kranjska Gora, które leży nieopodal włoskiej i austriackiej granicy. To najstarszy ośrodek narciarski w Słowenii, znany z zawodów pucharu świata w narciarstwie alpejskim. Podjeżdżamy do bikeparku, by obejrzeć mapę tras zjazdowych, spacerujemy głównym deptakiem i wstępujemy do przytulnej knajpki, by zjeść obiad. Następnie jedziemy do pobliskiej Planicy, gdzie zlokalizowany jest kompleks skoczni narciarskich. Pierwszy obiekt zbudowany został w roku 1934, a powodem umiejscowienia jej w dolinie Planica były stabilne warunki wietrzne i pogodowe. Oprócz skoczni, od roku 2015 funkcjonuje tu także największy w Słowenii ośrodek narciarstwa klasycznego – Planica Nordic Centre.


W pobliżu miasta Kranjska Gora znajduje się jeszcze jedno malownicze miejsce – jezioro Jasna, nad brzegiem którego zatrzymujemy się na kawę i herbatę.
Jezioro Jasna to tak naprawdę dwa, połączone ze sobą sztuczne zbiorniki wodne, które zlokalizowane są u zbiegu potoków Velika Pišnica i Mala Pišnica. Pierwszy zbiornik powstał w latach 30. XX wieku jako odkryty basen, drugi natomiast powstał w latach 90. XX wieku na miejscu żwirowni. W wodzie jeziora odbijają się majestatyczne szczyty Alp Julijskich. Na brzegu stoi charakterstyczna rzeźba kozioroźca wykonana przez artystę Stojana Batiča w latach 1986-1988.


Cały dzień towarzyszą nam chmury, siąpiący deszcz i nieodparte wrażenie że bóg Trzygław był dla nas wczoraj niezwykle łaskawy. Trafić w takie okno pogodowe, to jak wygrana w totka.

***
Następnego dnia, pakujemy się i wracamy do Warszawy. Pełni niesamowtych wrażeń kończymy naszą słoweńską przygodę.
