Wyspy Kanaryjskie

02.12.2025 r.

 

Szczyt:  PICO DEL TEIDE

Państwo:  Hiszpania

Pasmo:  Wyspy Kanaryjskie

Wysokość:  3718m n.p.m.

Trasa:  parking TF-21 Montaña Blanca 2350m - El Portillo - schronisko Altavista 3260m - Mirador de la Fortaleza - La Rambleta 3555m - PNT10 Telesforo Bravo - PICO DEL TEIDE 3817m - PNT10 Telesforo Bravo - La Rambleta 3555m - Mirador de la Fortaleza - schronisko Altavista 3260m - El Portillo - parking TF-21 Montaña Blanca 2350m

Dystans:  22,29km

Wznios:  1400m

Czas:  10h11min

Data zdobycia:  02.12.2025 r.

 

Pico del Teide (3718m n.p.m.) to najwyższy szczyt Hiszpanii, najwyższy szczyt jakiejkolwiek atlantyckiej wyspy i trzeci pod względem wysokości wulkan świata (ok. 7500m powyżej poziomu dna oceanicznego). Powstał w miejscu zapadniętego 160-200 tys. lat temu wulkanu Las Cañadas, który w czasach miocenu miał średnicę 40km i wysokość 4500m n.p.m. Kompleks wulkaniczny El Teide - Pico Viejo powstał w wyniku późniejszych erupcji w północnej części jego kaldery. Park Narodowy Teide, który chroni tę niezwykłą przyrodę, ma iście "marsjański" krajobraz. Powstał z bazaltowych, obsydianowych i pumeksowych skał i jest pełen fantazyjnych wytworów lawy. 

Demon Guayota, który zamieszkuje "Piekielną Górę" (w jęz. Guanczów) wspaniale nas ugościł, a niezwykły prezent jakim nas uraczył w postaci piramidalnego cienia o zachodzie słońca, to jedna z najpięknieszych rzeczy, jakie widzieliśmy do tej pory.  Ale po kolei.

 

O g. 8:15 wyjeżdżamy z Tacoronte, miasteczku w którym mieszkamy. Gdzieś za gęstymi chmurami powinien być Teide. Pojawia się kilka kilometrów dalej. W okolicach Puerto de la Cruz odsłania się cały i zaprasza do swojego królestwa.

 

 

Droga na Caldera de la Cañadas jest bezchmurna, pniemy się serpentynami na wysokość ponad 2000m n.p.m. Zatrzymujemy się przy Pista de Mataznos, by przyjrzeć naszemu celowi z dalszej perspektywy. 

Po drodze wstępujemy do Centro de Visitantes de El Portillo po pieczątki do naszych książeczek Korony Europy. Od pani ranger otrzymujemy cenne wskazówki na temat szlaku wraz z mapką Parku Narodowego Teide.

 

 

 

Jest g. 9:50, gdy udaje nam się zająć ostatnie miejsce parkingowe na parkingu Montaña Blanca, usytuowanym tuż przy wejściu na szlak przy drodze TF-21. O g. 10:20 z wysokości 2350m n.p.m. ruszamy szlakiem S7 w kierunku Teide. Przed nami 1400m przewyższenia i 9km na szczyt. 

 

 

 

Przez pierwsze 2,5km od parkingu idziemy bardzo wygodną, szutrową drogą, poprowadzoną zakosami po jasnobeżowym piasku. Docieramy do rozstaju szlaków na El Portillo. Stoi tu szlakowskaz i duża zakryta czarną folią tablica. Podglądam i czytam, że strzelają w tych rejonach do muflonów. Nie widzieliśmy do tej pory ani jednego osobnika. Czyżby wszystkie straciły życie od myśliwskiej kuli? Dowiaduję się z internetu, że populacja muflonów na Teneryfie (introdukowana w latach 70. XX w.), jest uznawana za inwazyjny gatunek obcy, zagrażający endemicznej florze Parku Narodowego Teide. Ze względu na szkody, władze wyspy prowadzą coroczne, kontrolowane odstrzały (wiosną i jesienią), a populacja jest regularnie redukowana.

 

 

 

Po krótkim odpoczynku ruszamy dalej. Cały czas idziemy wygodną, szutrową drogę. Po lewej mijamy zbocza Montaña Blanca (2748m n.p.m.), jasnożółtej góry wyglądającej jak wydma, powstałej z jasnego pumeksu. 

 

 

Po bokach drogi uwagę naszą przykuwają liczne Huevos de Teide (Jajka Teide), ogromne kule lawy o średnicy sięgającej 5m. Ich pochodzenie podobne jest do powstawania kuli śnieżnej, toczącej się i zbierającej materiał. To tzw. akrecja. Jaja porozrzucane są w nieładzie. Stoją tam, gdzie wytraciły prędkość i tworzą naturalny nieład. Błyszczą czernią na tle jasnego, pumeksowego zbocza. 

 

 

 

Kolejnym dziełem natury są zastygłe połacie lawy (tzw. lahary, czyli potoki wulkanicznego błota). Ciemne gruzowiska, niegdyś czerwone i gorące, zastygły spływając ze szczytu jak jęzory lodowca.

 

 

Nie możemy się nadziwić, że w tym księżycowym klimacie rosną też rośliny. Spotykamy przekwitłego fiołka Teide, który jest jednym z niewielu roślin żyjących w tych surowych warunkach. Kwitnie wiosną, a jesienią można spotkać jedynie tak wyglądające liście. Fakt występowania ich na tej pustyni jest dla nas fascynujący. 

 

 

Po 4,6 km od parkingu kończy się szeroka droga szutrowa. Dochodzimy do budki strażnika parku i musimy przedstawić zezwolenie na wejście na szlak. Oprócz dokumentów sprawdzane jest nasze wyposażenie. Obowiązkowo każdy turysta musi posiadać: czołówkę, ciepłą odzież, buty trekkingowe, wodę, jedzenie, koc termiczny i powerbank. Jesteśmy pod wrażeniem tej organizacji i dbania o bezpieczeństwo przebywających na terenie parku. 

 

 

 

Za bramką zaczyna się ostrzejszy odcinek szlaku. Strome serpentyny pną się żwirowym wzgórzem w kolorze ochry. Ścieżka jest bardzo ładnie utrzymana i wytyczona zakosami. Po bokach ułożone są kamienie, które sprawiają, że nie sposób zboczyć z drogi. 

 

 

 

 

O g.13:45 meldujemy się przy zamkniętym schronisku Altavista 3260m n.p.m.

 

 

Stąd mamy jeszcze 1h do górnej stacji kolejki La Rambleta.

 

 

Mniej więcej od tego momentu odczuwam mocniejsze zmęczenie. Sił w nogach jest wystarczająco, natomiast po mniej więcej 50 krokach serce bije mi jak młot, a w uszach nieprzyjemnie dudni. Wymaga to częstych przystanków, a co za tym idzie i czasu, jaki nam to zabiera. Snuję się coraz wolniej, a kolejne grzbiety strumieni lawy zdają się nie kończyć. Mijamy miejsce, w którym gdzieś ukryta jest Cueva del Hielo (jaskinia lodowa), której nie znajdujemy z poziomu szlaku.

 

 

Idziemy dalej, ja dyszę jak parowóz, drobię kroki i co chwila przystaję. Marek dzielnie podtrzymuje mnie na duchu i wierzy że powoli, powoli dojdziemy do celu. Klnę po każdych 50 krokach, jestem na siebie zła, że tak reaguję na wysokość i ciśnienie. Przyznaję się, że jest mi naprawdę ciężko.

O g.14:50 meldujemy się na wypłaszczeniu zbocza, gdzie na prawo odbija ścieżka na Mirador de la Fortaleza, a na lewo mamy jeszcze 0,5km do bramki na odcinek szczytowy. Przed nami stoi połyskujący jasny szczyt Teide zwany Pan de Azúcar (Cukrowa Kolumna).

 

 

Jestem szczęśliwa, że mimo trudności z oddychaniem doszłam aż tutaj. Kolejne pół kilometra to kontrast rozchichotanych wycieczkowiczów dostarczonych wagonikiem i umęczonych piechurów, którzy tak jak my, robią cały szlak na własnych nogach. Czujemy się trochę jak na Kasprowym, różnica jest jednak w wysokości. My jesteśmy na 3555m n.p.m.

 

 

Dokładnie o g. 15:03 stoimy przy bramce na szlak Telesforo Bravo i okazujemy zezwolenie wraz z dokumentem tożsamości. Ponownie weryfikowane jest nasze przygotowanie do wędrówki, czyli odpowiedni ekwipunek. Za nami rusza strażnik, który pilnuje obecnych na szlaku. Nasz permit obejmuje zakres czasowy w g.15-17:00. Jesteśmy zatem zobowiązani do g.17 opuścić odcinek szczytowy.

 

 

Pniemy się częściowo wybrukowanym szlakiem ku kraterowi. Czuć intensywny zapach siarki, a spod kamieni widzimy uchodzące białe opary. Mijamy kilka stacji monitorujących wulkan. Po 30 minutach od bramki docieramy do krateru i najwyższego punktu Teide. Nie wierzyłam że doczłapię się na tym świszczącym oddechu, z walącym jak młot sercem. A jednak jesteśmy. Stoimy, rozkoszujemy się bezkresnym widokiem i gratulujemy sobie okupionego zmęczeniem zwycięstwa. To było warte każdego kroku! Nawet najwolniejszego.

 

 

 

Opary siarki są nieco uprzykrzające. Nie przeciągamy więc pobytu na szczycie i schodzimy. Na szlaku Telesforo Bravo (na wysokości 3555 - 3817m n.p.m.) spędziliśmy dokładnie 1h15min.

 

 

Idziemy teraz na punkt widokowy Mirador La Rambleta, usytuowany tuż obok górnej stacji kolejki linowej. Wstępujemy na chwilę do toalet w budynku stacji i kontynuujemy wędrówkę na Mirador Pico Viejo z widokiem na drugi krater w kompleksie Teide. Od kolejki La Rambleta ścieżką idziemy 20 minut, by stanąć na tarasie, z którego rozciąga się piękny widok na drugi najwyższy szczyt Teneryfy - Pico Viejo 3135m n.p.m. 

 

 

 

Wulkan Pico Viejo wybuchł w 1798 roku i szacuje się, że wyrzucił wtedy około 12 mln m³ lawy w ciągu 3 miesięcy, tworząc powierzchnię koloru czarnego, która różni się od reszty kompleksu wulkanicznego o nazwie Nosy Teide. Krater Pico Viejo ma średnicę ok 720m i zachwyca nas swoim profilem. Odpoczywamy chwilę i cieszymy się widokami. Za nami stoi potężny Teide, a przed nami rozciąga się ogromna Caldera de las Cañadas o wymiarach 16x9km. W jej środku znajdują się m.in. Pico Viejo, Roques da Garcia, a na obrzeżach pasmo z najwyższym wierzchołkiem Guajara 2718m n.p.m.

 

 

 

Wracamy. Żegnamy się z Pico Viejo, La Rambleta i Teide dokładnie w momencie, gdy słońce zachodzi za wierzchołek Pan de Azucar, a piramidalny cień kładzie się na wschodnią stronę Teneryfy. Ten fenomenalny spektakl słońca i cienia Teide trwa co najmniej godzinę. Cień wydłuża się, powiększa, a następnie zostawia tylko koniuszek, aż znika całkowicie. Może sięgać nawet 60km (wg informacji naukowych), a NASA twierdzi, że to najostrzejszy znany piramidalny cień. Jesteśmy szczęściarzami, że go widzimy! Ten obraz to cudowny prezent za wysiłek jaki włożyliśmy, by się tu dostać. 

 

 

Wraz z zachodem słońca nastaje zmierzch i czuć obniżająca się temperaturę. Na Mirador de la Fortaleza ubieramy się ciepło i szykujemy do zejścia. Zachwycamy się widokiem na dolinę Orotava i o g.17:40 ruszamy w dół.

 

 

Schodzenie jest tak lekkie i przyjemne, że aż niemożliwe. Poznaję te wszystkie przystanki na których moje płuca i serducho protestowały na podejściu. Schodzę w dół jakbym ważyła co najmniej o połowę mniej.

 

 

Zmierzch zamienia się w zmrok, na niebie pojawiają się gwiazdy, a księżyc, któremu niewiele brakuje do pełni, rzuca naturalne światło wprost pod nasze nogi. Idziemy bez czołówek i cieszymy się z tej romantycznej chwili jak dzieci. Mijamy jeszcze kilka osób podchodzących i wyprzedzamy schodzących. Zbocze Teide świeci czołówkami jak niebo z gwiazdami nad nami. W dole widzimy światła auta strażnika parku, który czuwa na posterunku. Jego światło jest dla nas miejscem rozpoczęcia szutrówki. W tym punkcie jesteśmy o g.19:25. Jeszcze tylko 4,6km do parkingu.

 

 

Nadal idziemy bez czołówek, w promieniach księżyca dobrze widoczne są olbrzymie Jaja Teide. Rozpoznajemy każde z rozstajów szlaków i odliczamy kilometry, a potem metry do auta.

 

 

Przy szlabanie przy drodze TF-21 meldujemy się nieco po ponad 10 godzinach wędrówki, 22km szlaku i 1400m różnicy wysokości. Siadamy w aucie szczęśliwi, spełnieni i bardzo zmęczeni. Przed nami jeszcze godzina drogi do Tacoronte. A potem gorący prysznic i spać. To był niesamowity dzień, pełen magii i niesamowitych emocji. Dziękujemy Teide za gościnę.

INFORMACJE PRAWNE

 

Wszystkie materiały na tym blogu są  własnością autorów i nie mogą być wykorzystywane bez ich zgody. 
Kopiowanie, powielanie i wykorzystywanie treści oraz zdjęć bez zgody autorów jest prawnie zabronione.

Created by: cdx.pl