Góry Skandynawskie

27.06.2026 r.

 

Szczyt:  GALDHØPIGGEN 

Państwo:  Norwegia

Pasmo:  Jotunheimen

Wysokość:  2469m n.p.m.

Trasa:  Juvasshytta 1840m - lodowiec Svellnosbrean - Galdhøpiggen 2469m - Keilhaus topp 2355m - Svellnose 2272m - Spiterstulen 1104m - Visdalen - Juvasshytta 1840m

Dystans:  24,56km

Wznios:  1736m

Czas:  13h51min

Data zdobycia:  27.06.2026 r.

 

Do Norwegii jedziemy trochę na okrętkę. Z Warszawy lecimy do duńskiej Kopenhagi, a następnie pociągiem do szwedzkiego Malmö. Spędzamy jeden dzień na słonecznej plaży, a nad ranem siedzimy już w samochodzie, którym o g.3:15 opuszczamy śpiącemap miasto.  Noc jest ciepła i przyjemna. Budzimy kilka mew, które krzyczą na nas z sąsiedniego dachu. Przed nami prawie 950km autostradami Szwecji i Norwegii po komfortowej, prawie pustej drodze. O g.4:50 wstaje czerwona kula słońca. 

Przez pierwsze 500km jedziemy wybrzeżem. Najpierw wzdłuż cieśniny Øresund, następnie Kattegat. Mijamy Goteborg, a nieopodal granicy jedziemy przy szwedzkim Kosterhavets Nationalpark i norweskim Ytre Hvaler nasjonalpark, które chronią wyjątkowe wybrzeże i podwodny krajobraz z rafami koralowymi. Przez wjazdem do Norwegii robimy jeszcze spożywcze zakupy, które w koronach szwedzkich są korzystniejsze niż u sąsiadów.

W miejscowości Brumuddal mijamy najwyższy w Europie, w całości drewniany wieżowiec Mjøstårnet. Ma 85m wysokości i 18 pięter. Przejeżdżamy przez Oslo i Lillehammer. Gdy wjeżdżamy w malowniczą dolinę Ottadalen otaczają nas już masywne górskie pasma Reinheimen i Jotunheimen. DK15 wije się wzdłuż brzegu rzeki Otta, która niesie turkusowe wody z najwyższych skandynawskich lodowców. 

 

 

Około g.16 wjeżdżamy do uroczego górskiego miasteczka Lom. Zatrzymujemy się na chwilę, by rozejrzeć się po okolicy. Zaglądamy do jednego z najstarszych kościołów klepkowych w Norwegii - Lom Stavkyrkje z XII wieku i odwiedzamy Norsk Fjellsenter, czyli Norweskie Centrum Górskie, które jest siedzibą trzech parków narodowych: Jotunheimen, Breheimen i Reinheimen. Mieści się tu także muzeum z interaktywną wystawą, dermoplastem renifera, szkieletem mamuta i wieloma archeologicznymi znaleziskami. W sklepiku z pamiątkami stemplujemy naszą książeczkę Korony Europy i chwilę rozmawiamy z obsługą sklepiku, która zainteresowana jest naszym projektem. Przed budynkiem mijamy wyjątkowy okaz stromatolitu, czyli wielowarstwowej struktury i formacji skalnej stworzonej przez kolonie sinic (cyjanobakterii) i innych mikroorganizmów. Stromatolity to jedne z najstarszych śladów na ziemi, a ich wiek sięga nawet 3,5 miliarda lat. Idziemy jeszcze nad imponujący wodospad Prestfossen nad rzeką Bøvra. Fani tyrolek mogą zjechać na linie rozciągniętej nad kipiącym wodospadem. 

 

 

 

 

 

Zanim dotrzemy do celu, pokonujemy jeszcze 20km malowniczą doliną rzeki Bøvra i 15km drogą Galdhøpiggvegen (częściowo płatną). Im wyżej jesteśmy, tym bardziej otwiera się przed nami przestrzeń z górską panoramą. Chmury zaborczo otulają zbocza pasma Jotunheimen ograniczając nieco tę malowniczą widoczność. Robi się coraz zimniej. W Lom było jeszcze 19⁰C, a przy schronisku Juvasshytta, w którym meldujemy się o g.18, już tylko 9⁰C. Wita nas lodowaty wiatr i mroźne powietrze.

 

 

 

 

Juvasshytta to najwyżej położone schronisko na całym Półwyspie Skandynawskim. Leży na wysokości 1840m n.p.m. nad jeziorem Juvvatnet, w bliskim sąsiedztwie lodowców. Droga, którą przyjechaliśmy to najwyżej położona droga asfaltowa w Norwegii otwarta w 1936 roku, a tuż obok działa najwyżej położona w tym kraju stacja narciarska Galdhøpiggen sommerskisenter, zlokalizowana na lodowcu Vesljuvbreen i dysponująca wyciągiem orczykowym.

Po zameldowaniu w Juvasshytta (dostajemy pokój w pawilonie Losji), ruszamy na krótki spacer. Dochodzimy do początku trasy Klimapark 2469, która oferuje spacer w tunelu wydrążonym w lodzie. Następnie idziemy zobaczyć stację narciarską. Po drodze wypatrujemy kwitnące arktyczno-alpejskie kwiaty, które w niskich kępkach gnieżdżą się wśród skał. Znajdujmy różową i białą skalnicę oraz jaskra lodnikowego, najwyżej rosnącą roślinę naczyniową w Norwegii. Najwięcej rośnie tu jednak porostów, którymi żywią się renifery. Wgłębuszka niwalna to kluczowa roślina pastewna. Jej żółte poduszeczki obrastają licznie skały i kamienie.

 

 

 

Po spacerze wracamy do głównego budynku Juvasshytta. Chwilę spędzamy na odpoczynku w przytulnym saloniku, a następnie szykujemy się do snu. O g.23:30 jest jeszcze przyjemnie widno, a z gór schodzą ostatni turyści. Drewniany budynek Losji dzielnie znosi mocniejsze uderzenia wiatru. Separuje nas od zewnętrznych dźwięków tworząc przytulną i ciepłą atmosferę, jakże odmienną od otaczających nas ciemnych i surowych Gór Skandynawskich.

 

 

 *

Dzień aklimatyzacyjny spędzamy na nartach. Korzystamy z wypożyczalni zlokalizowanej w stacji narciarskiej Galdhøpiggen sommerskisenter, zwanej Roof of Norway (Dach Norwegii) i spędzamy czas na trasie zjazdowej po lodowcu Vesljuvbreen o długości 1400m i przewyższeniu 350m. W międzyczasie zasięgamy informacji o historii tego wyjątkowego miejsca. Ośrodek został założony w 1986 roku przez małżeństwo Wengen, którzy na początku działalności zainstalowali dwie krótkie „wyrwirączki”, które rok później zastąpili orczykiem napędzanym silnikiem diesla. W 1988 roku dociągnięto elektryczność. W kolejnych latach ośrodek się rozwijał i zyskiwał popularność wśród wielu narciarskich kadr narodowych szukających możliwości trenowania także latem. Na przełomie XX i XXI wieku zimy nie obfitowały w śnieg, a lata z każdym rokiem były coraz cieplejsze. Kilka razy ośrodek musiał być zamykany z powodu braku śniegu. W 2006 roku rodzina Wengen zainwestowała w armatki śnieżne, które zimą produkują sztuczny śnieg na letni sezon (maj - październik), kiedy ośrodek jest otwarty.

 

 

 

O g.21 spotykamy się z piłkarskimi fanami na transmisji meczu Norwegii z Francją w ramach Mistrzostw Świata 2026. Siedzimy przed telewizorem w sali Peisstugu (sala kominkowa) w międzynarodowym towarzystwie i kibicujemy drużynie naszych gospodarzy. Na kanapie siedzą mali chłopcy ubrani w narodowe barwy, trzymający chorągiewki w dłoniach. Niestety mimo dopingu z najwyżej zlokalizowanej transmisji w tym kraju, Norwegia przegrywa 1:4. Szkoda. Humor poprawia nam krótki spacer podczas malowniczego zachodu słońca i widok na trzy szczyty: Galdhøpiggen, Keilhaus topp i Svellnose, które pięknie prezentują się w złotych barwach. Dzieje się magia.

 

*

Narciarska aklimatyzacja na lodowcu to był świetny pomysł. Fizyczny wysiłek na wysokości ok. 2000m przygotował nas na wyprawę. Ze świeżym tlenem w płucach śpimy jak bobasy. Jemy solidne i pyszne śniadanie i udajemy się na miejsce zbiórki z przewodnikami, którzy przeprowadzają turystów przez lodowiec Svellnosbrean. Rezerwacji dokonujemy tydzień wcześniej na stronie schroniska. Opłata przewodnicka zawiera wypożyczenie uprzęży, krótki instruktaż i asekurację przez lodowiec. Punktualnie o g.10 ruszamy spod schroniska Juvasshytta 1840m n.p.m., z miejsca obok pomnika Knuda Vole (1849-1929), przewodnika górskiego i budowniczego Juvasshytta (1884 r.) i pierwszej chaty na szczycie Gapldhøpiggen Hytta på toppen (1888 r.).

 

 

Początkowo idziemy wąską ścieżką przez kamienny płaskowyż. Nasz cel, Galdhøpiggen, towarzyszy nam od samego początku wędrówki. Mijamy staw Juvvanet i stację narciarską mając je po prawej stronie, a gdy przechodzimy przez pierwsze dwa śnieżne pola, ścieżka zaczyna się lekko wznosić.  Wchodzimy na teren Nasjonalpark Jotunheimen, mijamy tablicę przypominającą zasady bezpieczeństwa na lodowcu, trzecie śnieżne pole i po godzinie od startu stoimy na granicy Styggebrean, lodowca o powierzchni 5,1km² i 3,8km długości. Jak każda przemieszczająca się ogromna masa lodu stanowi potencjalne zagrożenie wpadnięcia w szczelinę, szczególnie latem. Ostatni wypadek śmiertelny wydarzył się tu w 1993 r. 

 

 

Na skraju lodowca spędzamy pół godziny. W tym czasie przewodnicy szykują liny, wiążą supły, które posłużą do wpięcia się każdego uczestnika wycieczki i instruują o zasadach bezpieczeństwa i poruszania się po lodowcu w grupie. Przejście ma ok. 1km długości i doprowadza do wyrastającej z lodu stromej, skalnej grzędy. Kilka metrów dalej przewodnicy dają hasło do wypięcia się z liny. W tym miejscu chwilę siedzimy, by nacieszyć się widokami. A jest czym. Mały lodowiec Piggebrean położony na zboczu Galdhøpiggen prezentuje nam kilka okazałych szczelin. Patrząc w dal widzimy pasma Gór Skandynawskich, masywnych, olbrzymich i surowych.

 

 

 

W tym czasie szczyt Galdhøpiggen okrywa się gęstą chmurą, która napiera na jego pionową, północną ścianę, którą mamy po prawej stronie. Od lodowca na szczyt jest jeszcze ok. 300m w pionie pośród kamiennych rumowisk, niekiedy miejscami pokrytych śniegiem, który jest miękki, kopny i śliski. Decydujemy o założeniu raczków, które znacznie ułatwiają nam podejście.

 

 

Na szczyt podchodzimy w gęstej chmurze. Jest g. 13:25, gdy stajemy przy metalowym trójnogu z opisem szczytów. Żałujemy, że nie możemy podziwiać morza gór i lodowców, ani poczuć dominacji Galdhøpiggena z imponującą wybitnością 2436m i izolacją topograficzną, która określa odległość od wyższego od niego szczytu na 1567km. Po radości ze zdobycia wierzchołka i zrobieniu kilku pamiątkowych zdjęć, siadamy w małej salce kamiennego schronu Hytta på toppen, który w pierwotnej, drewnianej wersji stanął tu w 1884 r.

 

 

 

Schron należy do tych samych właścicieli, co schronisko Juvasshytta, oferuje bufet (można kupić np. hot-doga i napoje) oraz pamiątki. Nie ma tu toalety, a śmieci należy zabrać ze sobą. W schronie spędzamy godzinkę, przybijamy pieczątkę w naszej książeczce Korony Europy i ruszamy w dalszą drogę.

Gęste chmury nie odpuszczają. Widoczność jest mocno ograniczona, a śnieg miejscami głęboki. Na szczęście w odróżnieniu od szlaku podejściowego, ten jest oznakowany. Czerwona literka T często pomaga nam w obraniu kierunku.

 

 

Po 20 minutach w chmurze i głębokim śniegu zdobywamy szczyt Keilhaus topp 2355m n.p.m. Po prawej powinniśmy podziwiać lodowiec Stygebrean za skalistą zerwą, a po lewej lodowiec Svellnosbrean. Białe, gęste mleko skutecznie nam wszystko zasłania. Po kolejnych 20 minutach wchodzimy na trzeci szczyt w masywie Galdhøpiggen, Svellnose 2272m n.p.m. Od tego miejsca zaczynamy schodzenie w kierunku doliny Vasdalen i schroniska Spiterstulen.

 

 

 

Szerokie, strome zbocze usłane kamieniami jest dość męczące, jednak widoki rekompensują wysiłek. Po drugiej stronie doliny Visdalen rozciąga się masywna ściana, w której dominuje drugi co do wysokości szczyt Norwegii - Glittertind 2452m n.p.m. Po zboczach spadają liczne wodospady, a w górnych partiach dolin suną jęzory lodowców. Widok jest fantastyczny, szczególnie, gdy odsłania się szeroka dolina Visdalen, która zbiera wody z wielu górskich potoków. Krok po kroku przybywa roślin. Początkowo jest to jaskier i skalnica, a potem goździkowata arenaria, puszysta wełnianka, wrzosowaty lappljung, owłosiona sasanka i żółty gnidosz. Mając w zasięgu wzroku schronisko Spiterstulen idziemy zielonym zboczem w towarzystwie licznych potoków. Na wysokości ok. 1200m rosną już skarłowaciałe drzewa liściaste. Przechodzimy przez sårbar natur, teren, gdzie występuje wrażliwa przyroda (tj. kruchy ekosystem o unikalnej wartości), most nad rzeką Visa i parę minut po g. 19 docieramy do schroniska Spiterstulen 1104m n.p.m.

 

 

 

 

 

Jesteśmy głodni i zmęczeni, liczymy więc na lokalne pyszności. Niestety obsługa schroniska uświadamia nam, że po g.19 nie obsługują turystów. Możemy jedynie uzupełnić bidony zimną wodą z kraniku. Jesteśmy rozczarowani. Przed nami jeszcze dość spory odcinek (ok. 9km) do Juvasshytta.

Przez chwilę odpoczywamy przy schronisku, a następnie idziemy 5-kilometrowym, szutrowym odcinkiem malowniczej doliny Visdalen (Visdalsvegen). Towarzyszy nam szum szarej wody zasilanej przez lodowce. Mijamy szlak na Glittertind, mostek nad potokiem i szlaban wyznaczający płatny dojazd do Spiterstulen.

 

 

 

 

Po godzinie dochodzimy do mostu nad rzeką Visa i wchodzimy na szlak wiodący do schroniska Juvasshytta. To ostatni fragment naszej dzisiejszej wycieczki, wymagający od nas jeszcze sporo energii. Przed nami 4km i 900m wzniosu. Początkowo idziemy leśnym odcinkiem wśród skarłowaciałych drzew liściastych, następnie po trawiastych, ukwieconych łąkach przez liczne strumienie, a na końcu kamienistym zboczem. Nachylenie jest dość wymagające, idziemy więc powoli, czasem odpoczywając. Przez całe to podejście towarzyszy nam linia energetyczna biegnąca z dna doliny i wyznaczająca kierunek do Juvasshytta.

 

 

 

 

 

Mijamy małe stado owiec, które uciekają wystraszone naszą obecnością oraz mały kamienny domek pasterski. Podejście jest monotonne i bardzo nam się dłuży. Szczyt Galdhøpiggen w towarzystwie Keilhaus topp i Svellnose wyłania się dopiero ok. 600m przed schroniskiem. Sam budynek widać tuż przed końcem trasy, nieopodal rozwidlenia szlaków. Ten ostatni odcinek z 900 metrami przewyższenia zajął nam niecałe 3h.

 

 

 

 

Przed Juvasshytte stajemy o g. 23:50, po prawie 14h marszu, przejściu 24,5 km i pokonaniu 1736m wzniosu.

*

Przedpołudnie ostatniego dnia pobytu pod szczytem Galdhøpiggen spędzamy na edukacyjnym spacerze po Klimaparku 2469, który zlokalizowany jest tuż obok schroniska Juvasshytta. Klimapark 2469 obejmuje okolice jeziora Juvvanet, rzeki Vesljuva i wiecznej zmarzliny oraz tunel wydrążony w masywie lodowym Juvfonne, którego najstarszą warstwę lodową oceniono na 7700 lat.

Bilety kupujemy przez stronę internetową jeszcze przed wyjazdem, a wycieczkę w grupie anglojęzycznej rozpoczynamy o g.10:30. Nasza przewodniczka to miła Norweżka, która ukończyła Uniwersytet Arktyczny na Svalbardzie (UNIS).

Miejsce zbiórki to platforma ze stacją meteorologiczną, która od 1999 roku zbiera informacje na temat wiecznej zmarzliny w Juvasshøe. Na podstawie badań stacji przypuszcza się, że do 2100 roku temperatura powietrza wzrośnie o co najmniej 2 stopnie, co może spowodować stopnienie aż 90% norweskich lodowców. Najwyższa odnotowana tu temperatura wyniosła 18,9⁰C, a najniższa -32,4⁰C.

Z platformy do wejścia do lodowego tunelu prowadzi wygodna ścieżka o długości prawie 1km, poprowadzona nad kamienistą równiną z wieloma tablica edukacyjnymi. Idziemy z naszą przewodnik powoli, zatrzymując się co chwilę na omówienie różnych tematów związanych z klimatem, przyrodą i jej ochroną. Podobno pod chodnikiem, którym idziemy, mieszkają króliki, ale żaden się nam nie pokazał. Za to arktyczna śnieguła, czyli  maleńki biało-czarny ptaszek prezentuje przed nami uroczy koncert. Siada nieopodal nas na kamieniu i głośno wyśpiewuje melodyjne trele. 

 

 

Przystanków podczas spaceru mamy conajmniej kilka. Przewodniczka omawia wpływ zmian klimatu na wieczną zmarzlinę, problemy wynikające z jej roztapiania i emisji gazów cieplarnianych do atmosfery oraz tworzenie się gleby poligonalnej. Następnie opisuje faunę i florę, skupiając się dłużej na porostach, które nie tolerują lodu, rosną powoli, a roślina o średnicy 5cm osiąga wiek ok. 250 lat. Następnie podchodzimy do kamiennego stanowska myśliwskiego i oglądamy patyk-sztraszak, konstrukcję wykorzystywaną do przepędzania reniferów w czasie nagonki. Najstarsze znalezione tu myśliwskie narzędzia datowane są na prawie 2000 lat. Dalej dochodzimy do tzw. Szlaku Szerpów, ścieżki prowadzącej do punktu widokowego Kjelbreen. Ta wytyczona w 2012 r. trasa do małego lodowca Juvaskjellebreen, który wpada do jeziora Juvvatnet jest w tej chwili niezalecana do chodzenia. Na skutek ocieplenia klimatu, skały stały się niestabilne i istnieje ryzyko obrywów. Szkoda, bo chcieliśmy przejść się i przyjrzeć się z bliska małemu lodowcowi. Ostatni przystanek przed tunelem dotyczy skał i minerałów, które występują w paśmie Jotunheimen. Kilka kamieni jest opisanych. Poznajemy epidoty, skalenie, gabro i mylonity.

Wreszcie wchodzimy do tunelu lodowego, wydrążonego w 2012 roku wyłącznie ręcznie, przy pomocy czekanów i lodowych kilofów. Przez 2 miesiące pracy usunięto aż 800m3 lodu, tworząc przejścia o powierzchni ok. 375m2. Obiekt jest zasilany energią słoneczną i wiatrem. Wierzchnia warstwa lodu okryta jest specjalną włókniną zabezpieczającą przed topnieniem. W tunelu panuje temperatura ok. -3⁰C. Jest ślisko, trzeba stąpać ostrożnie. Przechodzimy przez oświetlony pierścień i dochodzimy do centralnego miejsca, które zdobi lodowa rzeźba Yggdrasil - Drzewo Świata nawiązująca do mitologii nordyckiej. Idziemy do małego kina lodowego i oglądamy krótki film o powstaniu tunelu. Następnie chodzimy po kilku korytarzach, w których znajdują się znaleziska archeologiczne zamrożone w lodowych gablotach (m.in. strzały, włócznie), pomieszczenia z lodowymi rzeźbami i lodową mini-zjeżdżalnią. Dowiadujemy się, że w 2025 roku Klimapark 2469 otrzymał od Komisji Europejskiej nagrodę European Heritage Awards w dziedzinie Dziedzictwa Kulturowego, zapewniającą finansowanie tego naukowo-edukacyjnego przedsięwzięcia na kolejne lata.

 

 

Wycieczka trwa 2 godziny, a gdy się kończy przychodzi czas pożegnania. Samochód mamy już spakowany, żegnamy się z obsługą schroniska i zjeżdżamy w dół Galdhøpiggvegen do doliny Bøverdalen, która prowadzi nas do Lom. Tu chcemy jeszcze kupić pieczywo w słynnej piekarni Bakeriet i Lom, ale niestety rezygnujemy z zakupów, widząc długą kolejkę. Idziemy jeszcze nad wodospad Prestfossen i patrzymy na silny, wzburzony nurt rzeki Bøvra. Podziwiamy też śmiałków zjeżdżających tyrolką nad wodospadem.

 

 

 

 

W końcu wsiadamy do auta i ruszamy w długą podróż do Polski. Trzydniowy pobyt w Juvasshytta był fantastyczną przygodą uwieńczoną kolejnym, 22 szczytem w naszej Koronie Europy.

INFORMACJE PRAWNE

 

Wszystkie materiały na tym blogu są  własnością autorów i nie mogą być wykorzystywane bez ich zgody. 
Kopiowanie, powielanie i wykorzystywanie treści oraz zdjęć bez zgody autorów jest prawnie zabronione.

Created by: cdx.pl