Góry Betyckie
20.09.2025 r.
Szczyt: MULLHACÉN
Państwo: Hiszpania
Pasmo: Sierra Nevada
Wysokość: 3479m n.p.m.
Trasa: przystanek bus Alto del Chorillo 2705m - Mulhacén II 3362m - Pico de Mulhacén 3479m - Mulhacén II 3362m - przystanek bus Alto del Chorillo 2705m
Dystans: 11,48km
Wznios: 833m
Czas: 5h49min
Data zdobycia: 20.09.2025 r.
Wstajemy o g. 6. Wokół panuje cisza i nocna ciemność. Z Motril, gdzie mieszkamy, mamy niecałą godzinę drogi do miasteczka Capileira (ok. 50km). Jedziemy doliną rzeki Poqueira i zachwycamy się widokami. Przekraczamy warstwę chmur, która rozlewa się w dolinach. Inwersja to cudowne zjawisko. Powoli wstaje słońce, które delikatnie oświetla grzbiety pasma Sierra Nevada. Widoki są obłędne. Co chwila chcemy się zatrzymywać i robić zdjęcia. Musimy jednak się pospieszyć. Wiemy, że za chwilę zamkną drogę dojazdową do Capileiry z powodu imprezy sportowej. Do wyjątkowej wioski dojeżdżamy w samą porę. Jest g. 8:30.

Capileira to dawna osada Maurów. Leży w głębokim wąwozie Poqueira na wysokości 1436m n.p.m., w andaluzyjskim regionie Alpujarra w górach Sierra Nevada. Zachwyca spektakularnymi widokami i berberyjską architekturą. Białe, kwadratowe domki o płaskich dachach (pueblos blancos) dopasowały się do nierównego i stromego terenu, a klimatyczne, wąskie uliczki lawirują sprytnie pomiędzy zabudowaniami. Miasteczko jest urocze, a przy tym ciche i spokojne. Słynie także z rękodzieła. Lokalni twórcy zajmują się wypalaniem ceramiki oraz tkaniem jarapas, czyli wyrobów z recyclingowanych bawełnianych ścinków, z których powstają wielobarwne dywany, narzuty i koce. Capileira to również centrum turystyczne. Stanowi wspaniałą bazę wypadową w góry Sierra Nevada, jako najwyżej położona w tym regionie miejscowość.

Po zaparkowaniu auta udajemy się do lokalnego punktu informacji turystycznej (Servicio de Interpretación de Altas Cumbres), gdzie umówieni jesteśmy z Señor Paco. Kilka tygodni wcześniej dokonaliśmy u niego rezerwacji na przejazd busem do Alto del Chorillo, gdzie zaczyna się szlak na Mulhacèn. Przemiły Paco omawia z nami przebieg szlaku, pokazuje drogę na mapie i daje wskazówki. Podbijamy u niego nasze książeczki KE. Jego sklepik pełen jest regionalnych gadżetów, pamiątek, przewodników i map.



Mamy jeszcze trochę czasu do odjazdu naszego busa, udajemy się więc na drugie śniadanie do lokalnej kawiarenki. Zamawiamy napoje i ciepłe maślane croissanty. Wokół nas toczy się powolne życie miasteczka. Leniwie przeciągają się koty, psy towarzyszą mieszkańcom w piciu porannej kawy, a sprzedawcy okolicznych sklepików porządkują i wystawiają towar.

O g. 10:30 Señor Paco odprowadza nas do busa i macha na pożegnanie. Przed nami 20-kilometrowa szutrowa droga, którą wyjeżdżamy na wysokość 2700m. Przyklejamy się do szyby jak glonojady i zachwycamy zmieniającym się wraz z wysokością krajobrazem. Mijamy najpierw piętro lasów sosnowych, a następnie wyjeżdżamy na przestronne trawiaste hale, na których pasą się krowy. Na przystanku końcowym nieopodal Alto del Chorillo 2721m wysiadamy po 45-minutowej przejażdżce.



Na rozstaju dróg Refugio Poqueira ze szlakiem na Mulhacén jesteśmy o g. 11:15. Zostawiamy busa do którego powinniśmy wrócić na g. 18.


Ruszamy. Ścieżka jest wygodna, nie ma żadnych utrudnień, oznaczona jest kamiennymi kopczykami. Od Alto del Chorillo widzimy jak na dłoni cel naszej wyprawy - kopiasty kształt Pico Mulhacén. Po lewej stronie towarzyszy nam widok drugiego po Mulhacènie szczytu Sierra Nevada - Pico del Veleta 3398m. Nad nami jest błękit nieba udekorowany białymi chmurkami i słońce, które na tej wysokości jest bardzo intensywne. Krem SPF 50 to podstawa.


Idziemy powoli drobiąc kroczki. Przygotowani jesteśmy na niewielkie problemy związane z wysokością. Z trekkingowych blogów wiemy, że wielu zdobywców Mullhacéna uskarżało się na cięższy oddech, zawroty głowy, a nawet mdłości. Te dolegliwości mogą pojawiać się na wysokości pow. 2500m.




O g. 13:30 stajemy na wierzchołku Mulhacén II 3362m, a po pół godzinie na Pico Mulhacén 3479m. Na szczycie znajduje się niewielka wieżyczka z kamieni, kapliczka w formie skalnej groty, a na niej geodezyjny słupek. Turystów wita samica koziorożca hiszpańskiego spragniona smaczków. Kręci się po szczycie i pięknie pozuje do zdjęć.




Cieszymy się kolejnym zwycięstwem, a celebrowanie trwa godzinę. Tyle spędzamy na sesji zdjęciowej, odpoczynku i na uzupełnieniu kalorii. Mimo, że za plecami mamy nieciekawą chmurkę, to nad nami bezustannie świeci słońce. Jest ciepło, ok.15⁰C, wieje chłodny wietrzyk, który momentami obniża komfort termiczny. Chowamy się za skałą, chłoniemy widoki i cieszymy chwilą. O g. 15:20 ruszamy w dół. Na szlaku zrobiło się przyjemnie pusto, schodzimy jako jedni z ostatnich. Takie przestrzenie kochamy najbardziej. Wokół nas tylko góry i szum wiatru. Ścieżkę przecina spokojnym krokiem koziorożec, a wśród kamieni drepcze mały endemiczny owad Baetica ustulata. Nigdzie nam się nie spieszy. Robimy masę zdjęć i przystanków na podziwianie widoków.


O g. 17 meldujemy się przy busiku, który powinien nas zwieźć do Capileiry. Widzimy jednak, że coś tu nie gra. W busie siedzą osoby, które powinny odjechać przed nami, a nadal czekają na odjazd. Bus zepsuł się na poważnie. Padł akumulator. Kierowca próbuje ratować sytuację. Odpalenie silnika z pychu, mimo zaangażowania wielu turystów, nie przyniosło efektu. Podobno organizowane są busy zastępcze. Turystów przybywa. Siedzimy i czekamy. Analizujemy warianty: droga do miasteczka ma dystans ok. 20km, szlak pieszy 13km. Zejście piechotą to 3-4h. Przy aucie bylibyśmy po zmroku. Decydujemy się jednak poczekać na rozwój sytuacji.

O g. 18 podjeżdża sprawny busik, który zabiera nas do miasteczka. Jedziemy w wesołym gronie hiszpańskich turystów. Krążą kawały, wszyscy się śmieją. Łącznie z nami, bo mimo że nie rozumiemy po hiszpańsku ich treści, to zarażamy się śmiechem. Jest gwarno do momentu, gdy kierowca wysiada, by otworzyć szlaban przy wjeździe na teren parku i zostawia auto bez zaciągniętego hamulca. Bus toczy się, a szlaban ze stojącym przy nim kierowcą jest coraz bliżej. Krzyk pasażerów niesie się po stokach Sierra Nevada. Szybki refleks kierowcy ratuje nas z opresji. Wskakuje do busa i zaciąga hamulec w ostatniej chwili. Jedziemy dalej, jeszcze tylko zjazd krętą serpentyną nad kilkoma stromymi urwiskami. Stoimy między siedzeniami i bujamy się na zakrętach. Kierowca jednocześnie pisze smsy, odbiera połączenia, żywo dyskutuje zapewne o naprawie zepsutego busa i ogląda na telefonie mecz piłki nożnej. Chwilami na otrzejszych zakrętach nad urwiskami podnosi nam to ciśnienie. W końcu szczęśliwie dojeżdżamy do Capileiry i z ulgą wysiadamy przy centrum informacyjnym. Jest g. 18:45, idealna pora, by w zachodzącym słońcu zjeżdżać doliną rzeki Poqueira i zachwycać się widokami.

Droga Carretera de Órgiva a Trevélez (A-4132) oferuje nam to, co najlepsze. Na zboczach głębokiego wąwozu widzimy białe miasteczka Capileira, Bubión i Papaneira, a w tle potężne pasmo trzytysięczników Sierra Nevada. Z każdym kolejnym zakretem jesteśmy coraz niżej i niżej. Tym razem odsłaniają się przed nami górskie pasma leżące wzdłuż wybrzeża Morza Śródziemnego. Piękne wielowarstwowe cienie i miękkie światło zachodzącego słońca tworzy przepiękne widokówki. Moglibyśmy spędzić tu więcej czasu na zachwycie, ale czas wracać do Motril. Czujemy na skórze dzisiejsze intensywne promienie słońca, zmęczenie i szczęście ze zrealizowanego planu. A ten udał się doskonale!

